Kiedy nadchodzi lato, słońce coraz intensywniej grzeje i oddziałuje na skórę, większość z nas chętnie sięga po krem z filtrem. Stosowanie tego typu kosmetyku wydaje się jeszcze bardzie oczywiste podczas urlopu, kiedy wybieramy się na plażę lub będziemy spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu. Ale co z ochroną skóry kiedy słońca brak? Czy wtedy krem z filtrem jest zbyteczny?
Szaro, buro za oknem
Są dni kiedy słońca jest mało lub nie widzimy go wcale. Po co wtedy stosować krem z filtrem? Czy jest się przed czym bronić? Badania wyraźnie wskazują, że tak. To, że nie widzimy słońca wcale nie znaczy, że promieniowanie UV do nas nie dociera. A chodzi konkretnie o UVA, które wnika głęboko w skórę i prowadzi do jej uszkodzenia. Promieniowanie UVA przenika przez chmury i przez szyby. Jesteśmy zatem na nie narażeni również w pochmurne dni oraz przebywając w zamkniętych pomieszczeniach.
Szkodliwe sztuczne oświetlenie
Nasza skóra jest narażona codziennie nie tylko na szkodliwe promieniowanie UV, ale także VIS (światło widzialne) i IR (promieniowanie podczerwone). Dotyczy to wszystkich nas, bo z czynnikami tymi spotykamy się każdego dnia, przebywając w pomieszczeniach ze sztucznym oświetleniem, korzystając z komputera, telefonu czy telewizora. Promieniowanie to chociaż jest dla nas praktycznie nieodczuwalne, to jednak naszej skórze przynosi wiele szkody.
Jak reaguje skóra na promieniowanie?
Pod wpływem promieniowania w naszej skórze zachodzi wiele niekorzystnych procesów. Powstają tzw. wolne rodniki, które uszkadzają struktury skóry, nadmiernie aktywne stają się metaloproteinazy, enzymy, które tną włókna kolagenowe, dochodzi do nieprawidłowego przebiegu melanogenezy i zaburzeń produkcji melaniny, pogrubieniu ulega warstwa rogowa naskórka. Efekt? Skóra staje się sucha, szorstka, szybciej pojawiają się na niej zmarszczki, traci swoją jędrność i napięcie, mogą powstawać na niej trudne do usunięcia przebarwienia. Panaceum na te wszystkie problemy jest regularnie stosowany krem z filtrem.
Krem z filtrem – jaki wybrać?
Wybierając krem z filtrem warto zwrócić uwagę na to, by chronił on skórę szerokopasmowo. Nie tylko przed promieniowaniem UVB, które przyczynia się do powstawania oparzeń słonecznych ale również przed UVA, VIS i IR, których działania praktycznie nie czujemy, ale które intensywnie nasilają procesy starzenia. Krem z filtrem mimo zapewnienia skórze wysokiej ochrony powinien być również lekki i przyjemny w aplikacji, powinien idealnie sprawdzać się do stosowania na dzień, również pod makijaż.
Nie tylko słońce szkodzi naszej skórze. O kremie z filtrem warto pamiętać przez cały rok. A wtedy nasza skóra z pewnością odwdzięczy się nam pięknym wyglądem.
Słone jeziora, pustynie, gejzery, lodowce to niewątpliwie najbardziej wrogie środowiska na ziemi dla organizmów żywych. Zdumiewające jest to, że mimo tych ekstremalnych warunków życie jest tam możliwe od milionów lat. Wysoce przystosowane bakterie, tak zwane mikroorganizmy ekstremofilne, przeciwstawiają się suchości i skrajnym zmianom temperatury i egzystują w tych niekorzystnych warunkach. Za tę właściwość odpowiada substancja o nazwie ektoina.
Ektoina chroni te małe żywe istoty przed szkodliwym wpływem środowiska. Jej skuteczność została szczegółowo zbadana przez wielu niezależnych naukowców na całym świecie. Dziś fascynujące naturalne właściwości ochronne ektoiny są wykorzystywane w ochronie zdrowia oraz pielęgnacji skóry.
Ektoina – co to za związek?
Ektoinę wyizolowano po raz pierwszy w 1985 roku. Należy ona do aminokwasów, które produkowane są przez mikroorganizmy (ekstremofile) w warunkach stresowych, takich jak: zasolenie, wysoka czy niska temperatura, niewielka zawartość wody w środowisku, czy promieniowanie UV. W tym przypadku gromadzi się ona we wnętrzu komórek, nawet w wysokich stężeniach, a jednocześnie nie zakłóca ich pracy. Co więcej, działa na nie ochronnie. W środowisku o bardzo dużej zawartości soli (np. Morze Martwe), ektoina charakteryzuje się dobrymi właściwościami wiążącymi cząsteczki wody i chroni komórki przed potencjalnym wpływem stresu osmotycznego oraz promieniowaniem UV. To właśnie umiejętność wiązania wody zapewnia ochronę strukturom komórkowym bakterii, co skutecznie zapobiega wystąpieniu procesu dehydratacji. Ektoina wykazuje się stabilnością w szerokim zakresie pH (1–9) oraz trwałością w wysokich temperaturach (np. 6h w temp. 190 ºC).
Skóra jako bariera
Nasza skóra stanowi barierę pomiędzy organizmem a środowiskiem. Dlatego nieustannie jest narażona na wpływ czynników zewnętrznych. Dotyczy to głównie warstwy rogowej naskórka, która odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu prawidłowego nawilżenia. Wiele czynników środowiskowych może działać destrukcyjnie na tą barierę i nasilać utratę wody ze skóry np. ekstremalne temperatury, suche powietrze, wiatr, promieniowanie słoneczne, czy z nadmierne korzystanie z detergentów podczas codziennej higieny.
Ektoina jako składnik kosmetyków
Ektoina jest naturalnym składnikiem aktywnym, który posiada szeroki wachlarz zastosowań w kosmetykach. W literaturze można odnaleźć wiele przykładów potwierdzających jej przeciwstarzeniowe i nawilżające właściwości. Dodatkowo ektoina chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, stresem osmotycznym, temperaturowym, wysuszeniem, promieniwaniem UV oraz łagodzi stany zapalne. Jako składnik kosmetyków wykazuje następujace działanie:
zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry,
głęboko i długotrwale nawilża skórę,
chroni komórki skóry przed wewnętrznymi i zewnętrznymi czynnikami szkodliwymi,
stabilizuje i poprawia barierę ochronną skóry,
koi i uspokaja podrażnioną skórę,
chroni skórę przed uszkodzeniem DNA,
stabilizuje błony komórkowe,
wspiera układ odpornościowy skóry,
łagodzi stany zapalne,
bierze udział w procesie regeneracji skóry oraz błon śluzowych,
wspomaga wygładzenie suchej skóry oraz łagodzi świąd,
poprawia elastyczność skóry.
Ektoina dzięki swoim niezwykłym właściwościom wykorzystywana jest także w medycynie i farmacji np. w produktach przeciwalergicznych do nosa czy oczu. W kosmetologii to jedna z najcenniejszych substancji nawilżających. W połączeniu z estrami cholesterolu, niskocząsteczkowym kwasem hialuronowym, czy olejem kokosowym wyraźnie poprawia funkcje barierowe naturalnego płaszcza hydrolipidowego naskórka stając się nieocenionym kompleksem składników aktywnych w naszej linii Medical Expert anti dry.
Szukając odpowiedniego dla siebie kosmetyku, często sięgamy po krem nawilżający. Ale czy faktycznie będzie to preparat odpowiedni dla każdego typu cery?
O fizjologii skóry słów kilka
Nasza skóra sama potrafi się bronić przed nadmierną utratą wilgoci. Zadanie to spełnia głównie warstwa rogowa naskórka. Gdyby nie ona tracilibyśmy dziennie ok. 20 litrów wody. Takiej ilości nie bylibyśmy w stanie uzupełnić. Budową warstwa rogowa naskórka przypomina mur z cegieł, gdzie pomiędzy komórkami, występuje tzw. cement międzykomórkowy. Takie ułożenie struktur sprawia, że ilość uciekającej wody jest dużo mniejsza. Dlatego utrzymanie prawidłowego stanu warstwy rogowej jest bardzo istotne a krem nawilżający zawierający np. fitoceramidy może nam w tym pomóc.
Cechy skóry odwodnionej
Czasami określenie „skóra odwodniona” jest utożsamiane ze „skórą suchą”. Nie zawsze jednak tak jest. Skóra odwodniona może być zarówno sucha jak i mieszana, a nawet tłusta. To ostatnie zdarza się obecnie coraz częściej. Czasami bowiem osoby z cerą nadmiernie przetłuszczającą się, chcąc ją zmatowić doprowadzają do jej odwodnienia. Efekt? Skóra chcąc się przed tym obronić wydziela jeszcze więcej sebum.
Przy niedostatecznym nawilżeniu wszystkie procesy zachodzące w skórze ulegają zaburzeniom. Nie dochodzi do prawidłowego procesu złuszczania komórek, co powoduje przesuszenie skóry, jej szorstkość i pękanie. Włókna kolagenu i elastyny tracą swoją sprężystość czego efektem jest przedwczesne powstawanie zmarszczek. Skóra wolniej się regeneruje i odnawia. Zadaniem kremu nawilżającego jest przeciwdziałanie tym procesom.
Składniki kremu nawilżającego
Substancje nawilżające najogólniej możemy podzielić na te, których zadaniem jest wiązanie cząsteczek wody w naskórku lub zapobieganie jej nadmiernej ucieczce (TEWL). Do pierwszej grupy zaliczyć możemy np. kwas hialuronowy, ektoinę, polihydroksykwasy. Są to substancje, które mogą związać wielokrotnie więcej cząsteczek wody niż same ważą. Takie połączenie chroni przed odparowaniem wilgoci ze skóry. Drugą grupę stanowią tzw. składniki okluzyjne. Ich zadaniem jest wytworzenie na powierzchni skóry warstwy nieprzepuszczalnej dla cząsteczek wody. Należą tu głównie substancje lipidowe np. olej kokosowy, olej migdałowy. W zależności od typu cery poszczególny udział tych substancji w kremie nawilżającym może być różny.
Krem nawilżający to podstawa
Każda skóra, niezależnie od wieku, czy jej aktualnego stanu wymaga prawidłowego nawodnienia. Odpowiednio dobrany krem nawilżający pozwala nie tylko utrzymać skórę w dobrej kondycji, ale również ułatwia wchłanianie składników aktywnych zawartych w kosmetykach. Niezależnie zatem od tego czy chcemy redukować zmarszczki, przeciwdziałać powstawaniu niedoskonałości, wzmacniać naczynka, wyrównać koloryt cery czy rozświetlić i odświeżyć skórę powinniśmy zacząć najpierw od jej prawidłowego nawilżenia.
Fitoceramidy to wyjątkowa kombinacja prekursora ceramidów naskórkowych oraz wielonasyconych kwasów tłuszczowych, pozyskiwanych z oleju z brazylijskiego drzewa Sacha Inchi (Plukenetia Volubilis Seed Oil). Jest to unikalny system tri- i di-glicerydów otrzymywanych w ściśle kontrolowanym procesie estryfikacji gliceryny i kwasów tłuszczowych.
Fitoceramidy pełnią kluczową rolę w prawidłowym funkcjonowaniu bariery naskórkowej. Jej uszkodzenie skutkuje zwiększoną utratą wody oraz wrażliwością na czynniki zewnętrzne np.: zmiany klimatyczne, kontakt z substancjami chemicznymi, promieniowanie UV czy stres. Skóra wówczas łatwo ulega przesuszeniu i podrażnieniom.
Złoto Inków
Ten luksusowy olej pozyskuje się poprzez zimne tłoczenie nasion z owoców drzewa Sacha Inchi. Drzewo to pochodzi z amazońskiej puszczy i porasta głównie tereny Peru. Określany jest jako ,,złoto Inków’’ ponieważ znany był już kilka tysięcy lat temu ze swych nieprzeciętnych właściwości pielęgnacyjnych i leczniczych. Olej ten zawiera wyjątkowo wysokie stężenie nienasyconych kwasów tłuszczowych, które stanowią aż 98 % masy całego oleju. Jest to niespotykane wśród innych botanicznych olei. Zawartość kwasów Omega-3 jest prawie 50-krotnie wyższa niż w oliwie z oliwek. Sprawia to, że olej ten jest niezwykle łatwo absorbowany przez skórę i często stosowany w kosmetykach jako promotor wchłaniania składników aktywnych.
Naturalne ceramidy
Ceramidy to substancje tłuszczowe, które są naturalnym składnikiem ludzkiej skóry. Wypełniają przestrzeń między komórkami w rogowej warstwie naskórka. W połączeniu z kwasami tłuszczowymi tworzą barierę wodno-lipidową warstwy rogowej skóry. Dzięki temu mają wpływ na jej prawidłowy poziom nawilżenia oraz ochronę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Wraz z wiekiem ilość ceramidów obecnych w skórze niestety spada, dlatego też zaleca się włączenie ich w pielęgnacji przeciwzmarszczkowej.
Fitoceramidy ratunkiem dla skóry
Fitoceramidy to bogactwo kwasów Omega-3 (31 %), Omega-6 (20 %) oraz Omega-9 (9 %), których źródłem jest właśnie olej z nasion Sacha Inchi. Omega-3 odpowiadają za regenerację skóry i działają przeciwzapalnie. Kwas Omega-6 łagodzi podrażnienia i świetnie nawilża. Natomiast za odżywianie skóry odpowiada kwas Omega-9. Nienasycone kwasy tłuszczowe wraz z prekursorem ceramidów naskórkowych tworzą fitoceramidy – kompleks o składzie zbliżonym do cementu międzykomórkowego stratum corneum. Łatwo wnikają w naskórek i tam uzupełniają niedobory jego lipidów, tworząc szczelną „tarczę” na powierzchni skóry.
W efekcie zostaje przywrócony właściwy poziom nawilżenia skóry, która odzyskuje elastyczność i zdrowy wygląd. Optymalny stan nawilżenia i natłuszczenia z kolei wpływa na prawidłowe funkcjonowanie bariery naskórkowej. Redukuje łuszczenie, swędzeniem zaczerwienienie i wrażliwości skóry na czynniki zewnętrzne. Zwiększa elastyczność i uczucie komfortu skóry.
Przekonani o niezwykłych właściwościach i skuteczności działania fitoceramidów, postanowiliśmy zastosować je w naszej najnowszej linii anti irritate. Dzięki temu kosmetyki te idealnie sprawdzają się w pielęgnacji cer wrażliwych i potrzebujących nawilżenia.
Wywiad* z Bogdą Draniak – założycielką firmy Bandi, wielką pasjonatką kosmetyków i ich receptur.
Chemiczka marzy o kosmetykach…
Już jako dziecko zakładałam biały fartuch i widziałam swoją przyszłość w laboratorium. Do 1986 roku pracowałam w Instytucie Chemii Przemysłowej w Warszawie. Myślałam jednak bez przerwy, co zrobić, by zająć się bardziej chemią użytkową, a nie tylko badaniami naukowymi. Kosmetyki były tą dziedziną, która najbardziej mnie interesowała.
Zajmowałam się wówczas zawodowo bardzo skomplikowanymi zapewne dla laików kwestiami, np. chromatografią gazową, utlenianiem benzenu… Jednak nie czułam z tej mojej pracy pełnej satysfakcji. Próbowałam, co prawda, dodać trochę życia tej mojej chemii, na przykład poprzez pisanie rozmaitych wniosków racjonalizatorskich, ale wciąż czułam, że nie robię tego, co tak naprawdę bym chciała. Kosmetyki chodziły mi po głowie bez przerwy. Poznałam też w Instytucie osoby zajmujące się tą dziedziną od strony badań. Sąsiadowałam z zakładem zajmującym się chemią tłuszczów, w którym przeprowadzono chromatografię surowców kosmetycznych. Robiono również emulgatory – powstał tam pierwszy polski zagęstnik, który zresztą wykorzystałam później w moim produkcie. To był emulgator na bazie tłuszczu lisiego.
Do zmiany pracy zmobilizowali mnie koledzy, zwłaszcza ci, którzy odeszli z Instytutu i zajęli się własną działalnością. Doszłam w końcu do przekonania, że muszę się zdecydować i ja, bo inaczej wciąż będę miała to męczące poczucie, że jestem nie na swoim miejscu. Chciałam też być bliżej rodziny. Wydawało mi się, że jak otworzę własną działalność, będę miała więcej czasu dla czwórki dzieci.
Od czego się zaczęło?
Najpierw poszukiwałam surowców, mieszadeł, jakichś prowizorycznych urządzeń… Zaczęłam tworzyć laboratorium w domu, w Michałowicach, i tam robiłam pierwsze próby recepturowe. Jak to wyglądało? Mała zlewka, mieszadło, kilka surowców, garnki i… nieustanne próby takiego połączenia składników i ich wymieszania, by coś z tego wyszło. Funkcjonowałam tak przez trzy lata. Dom był duży, częściowo niewykorzystany, więc stworzyłam tam coś na kształt małej manufaktury. Miałam początkowo do pomocy tylko jedną pracowniczkę.
Te pierwsze kosmetyki robione jeszcze zupełnie w pionierskich warunkach udawały się naprawdę nieźle. Miałam zaprzyjaźnioną kosmetyczkę, która była moją pierwszą recenzentką. Uważała, że kosmetyki są bardzo dobre. Szybko jednak złapałam prawdziwe kontakty branżowe. Zaczęłam dostawać katalogi z ofertą surowców, maszyn. I od firm zagranicznych, i od polskich. Te polskie surowce były najczęściej tańsze, ale jednak ustępowały jakością zagranicznym. Postawiłam więc na importowane, chcąc wytwarzać produkty naprawdę wysokiej jakości.
Poszukiwanie nowych receptur
Po pewnym czasie moi koledzy, którzy w branży kosmetycznej działali dłużej, zachęcali mnie, bym bardziej rozwinęła ten biznes, weszła mocniej na rynek. Do tego jednak potrzebowałam lepszych receptur, bardziej fachowo przygotowanych. Musiałam stworzyć kosmetyki, które naprawdę będę mogła postawić bez kompleksów na półce w drogerii. Zależało mi, by miały właściwy skład, były stabilne, przyjemne w aplikacji. I taki kosmetyk w końcu spod mojej ręki wyszedł. Stworzyłam krem Koala. To był bardzo dobry krem na dzieci. Krem Koala sprzedawał się wyśmienicie… był naprawdę niesamowity! Znalazłam po 10 latach niewykorzystane opakowanie i… produkt ten wciąż wyglądał i pachniał, jakby zrobiono go ledwie kilka miesięcy wcześniej. Był więc bardzo stabilny.
Siła w rodzinie
Wspierała mnie cała rodzina. Choć powiem szczerze, że były sytuacje, kiedy się również potwornie irytowali, i wcale się im nie dziwiłam. Jakiś przykład? Pracowałam kiedyś nad tłuszczem norczym, by go właściwie oczyścić. Cały dom nam wtedy oczywiście przeszedł niezbyt przyjemnym zapachem. A cóż ja mogłam zrobić? Wtedy poznawałam te surowce, wszystkiego uczyłam się na własną rękę… Czasem właśnie za cenę takich „doznań” sensorycznych.
Dzieci bardzo mi pomagały. Cała czwórka! Najstarszy syn był już żonaty. Moja synowa pracowała ze mną, bardzo mnie wspierała od strony PR-u i marketingu. Ta współpraca trwała jakiś czas, zanim nie przeszła do firmy swojego męża. I chyba lepiej, bo teściowa i synowa nie powinny spędzać za dużo czasu razem. (śmiech) W ogóle na początku działalności bardzo wesoło wyglądały różne procesy produkcyjne, w które angażowała się cała rodzina.
Jakie były te pierwsze kosmetyki?
Pierwsze kosmetyki to: balsam do ciała, krem Koala i krem kolagenowy do twarzy. Zresztą z tym ostatnim też jest zabawna historia: krem kolagenowy początkowo nazywał się Alga, choć w nim wcale alg nie było! Bardzo mi się jednak nazwa podobała i marzyłam o tych algach bardzo… W końcu udało mi się algi jakoś pozyskać i stworzyć właściwy krem z algami, więc temu pierwszemu zmieniałam nazwę na kolagenowy. W każdym razie produkty sprzedawały się naprawdę świetnie i to moje mieszadełko w domu wciąż pracowało.
Zawsze zależało mi na innowacjach. Bardzo wcześnie, jeszcze przed rokiem 1990, wprowadziłam na przykład francuskie liposomy. Krem Bandi z liposomami był na polskim rynku pierwszym z tym składnikiem. Kupowałam też od tego dostawcy mukopolisacharydy oraz oxylastil – składnik białkowy świetnie regenerujący i dotleniający skórę. Po jakimś czasie zrobiłam też żel z liposomami, to był doskonały kosmetyk. Panie badające produkt mówiły, że krem był świetny, ale żel – mistrzostwo świata! Wiedziałam dlaczego – bo dawałam do niego nie jeden czy dwa procent liposomów, a tyle sugerował producent, ale piętnaście! Na jakości nie oszczędzałam bowiem nigdy.
Wiedzę o surowcach czerpałam głównie z targów. Wyjeżdżałam do Bolonii, do Las Vegas. Tam był cały świat. Widać było, jakie trendy są na Zachodzie, a do nas docierały one zawsze z pewnym opóźnieniem. Moja siostra, kosmetyczka z Australii, też podpowiadała mi, jakie nowości światowe są na topie. Bardzo lubiłam te nasze rozmowy. Jej wiedza o kosmetologii była wręcz niezwykła. Widać było, że nie minęła się z powołaniem.
Czas na zmiany
Dotarło do mnie w końcu, że nie mogę poprzestać na takiej chałupniczej produkcji i zdecydowałam się na zakup nowocześniejszych maszyn – to był pewnie rok 1990. Mówię o tym etapie biznesu, gdy przeszłam z garnków na maszyny. Wiem, że sporo kolegów wtedy uważało to za niepotrzebną rozrzutność: wystarczały im kotły czy nawet pralki zamiast profesjonalnych urządzeń produkcyjnych. Kupiłam maszynę o nazwie Stefan, co prawda pierwotnie stworzoną do przemysłu spożywczego, ale po przeróbkach okazała się fantastyczna do produkcji kosmetyków. Służyła nam przez lata! Poza tym jeden z zaprzyjaźnionych konstruktorów zrobił dla mnie specjalny młynek do homogenizacji kosmetyków. Kiedyś oglądali go fachowcy z Francji i nie mogli wyjść z podziwu, jak było to perfekcyjnie wykonane. W tym czasie koledzy kupowali dobre samochody, a ja wciąż tkwiłam za kółkiem małego fiata. Jednak maszyny miałam od nich zdecydowanie lepsze. I to mnie właśnie cieszyło!
Największe trudności w tworzeniu kosmetyków?
Pod górkę miałam wtedy z wieloma rzeczami. Najgorzej było z opakowaniami. Po prostu brakowało ich na rynku! Producentom kosmetyków udzielała się w tej kwestii wręcz desperacja, wielu z nas zbierało kubeczki plastikowe po serkach czy innych produktach, żeby zdobyć surowiec na polistyren, z którego robiono opakowania. To był dopiero recycling! Z surowcami też było trudno – zwłaszcza takim mniejszym firmom jak moja, bo pierwszeństwo zakupu zawsze miały duże firmy, które zamawiały większe partie. My musieliśmy grzecznie czekać na naszą kolej albo bardzo żarliwie prosić o jakiś przydział. Żeby nie tracić czasu, próbowałam, i to się czasami udawało, odkupić, np. 10 kg oleju. I ten olej przewożony był z Krakowa do Warszawy koleją. Dziś to brzmi jak bajki z mchu i paproci, ale takie to były czasy…
Co znaczy Bandi?
Firma początkowo nazywała sięB&D – od inicjałów mojego imienia i nazwiska. W latach osiemdziesiątych angielski nie był w tak powszechnym użyciu jak teraz. Klienci nie wiedzieli, jak czytać znak graficzny „&”, więc jeden z synów zasugerował po prostu taki zapis nazwy i tak już zostało.
Od 2004 roku rozpoczął się proces przekazania firmy w ręce mojej córki Joanny. Poczułam wtedy ulgę, że ona zajmie się tymi wszystkimi kwestiami organizacyjnymi, bieżącymi, a ja znów będę mogła wrócić do laboratorium. Spadła ze mnie odpowiedzialność, na nowo poczułam się wolna. Oczywiście zależało mi, by inne dzieci potraktować sprawiedliwie – i tak też podzieliliśmy udziały. Joanna ma ich nieco więcej właśnie dlatego, że zdecydowała się zostać prezesem firmy. Cieszę się też, że mąż Joasi bardzo pomaga jej w prowadzeniu biznesu. Mam poczucie, że firma, którą stworzyłam, jest teraz w dobrych rękach.
*Fragment z książki Lidii Lewandowskiej „Piękne historie. Sukces polskich marek kosmetycznych”.
Piękne wypielęgnowane dłonie, zadbane paznokcie są wizytówką zarówno kobiet jak i mężczyzn. Skóra rąk często ulega przesuszeniu w wyniku działania wielu niekorzystnych czynników środowiska zewnętrznego. Należą do nich: promieniowanie słoneczne, niska, wysoka temperatura, częste moczenie rąk i kontakt z różnymi substancjami chemicznymi stosowanymi do mycia, prania, sprzątania czy dezynfekcji. Niejednokrotnie wiąże się to z wykonywaną pracą zawodową, czy pracami domowymi, wymagającymi wielokrotnego mycia w ciągu dnia. Wymienione czynniki wpływają na uszkodzenie bariery hydrolipidowej naskórka, dlatego odpowiednia pielęgnacja skóry dłoni jest tak istotna.
Dłonie dają możliwość poznawania świata dzięki licznym receptorom. To dotyk dłoni sprawia, iż możemy poczuć ciepło, zimno, fakturę powierzchni, czy miękkość materiału. U niektórych osób dłonie tak „wyspecjalizowały się”, iż pozwalają czytać… Dłonie to nasz bezpośredni „dotykowy” kontakt ze światem….
Jaka jest skóra dłoni?
Skóra grzbietowej powierzchni dłoni jest cieńsza, z mniejszą ilością gruczołów łojowych, uboższym płaszczem hydrolipidowym. Sprzyja to zwiększeniu przeznaskórkowej utraty wody i pojawieniu się suchości. Włosy są zazwyczaj na paliczkach palców. Są cienkie i delikatne u kobiet, a ciemniejsze i grubsze u mężczyzn. U części osób z mniejszą ilością tkanki tłuszczowej na grzbiecie ręki mogą być widoczne ścięgna – prostowniki palców, niekiedy z przeświecającymi naczyniami krwionośnymi, z charakterystycznym ich układem dla każdej osoby. Skóra rąk bardzo łatwo ulega zaczerwienieniu pod wpływem różnych bodźców. Wewnętrzna powierzchnia dłoni ma odmienna budowę od powierzchni grzbietowej. Naskórek jest nieco grubszy, by pełnić funkcję ochronną, nie ma tu gruczołów łojowych i włosów, a licznie występują gruczoły potowe. To wewnętrzna powierzchnia rąk jest niejako przystosowana do kontaktu ze światem zewnętrznym , a w razie potrzeby zmienia swoje właściwości i przerasta, staje się grubsza.
Dłonie dziecka są różowe, pulchne, bez wyraźnego rysunku naczyń krwionośnych, skóra jest dobrze napięta, bez przebarwień. Wygląd dłoni zmienia się z wiekiem. Skóra staje się cieńsza, pojawiają się drobne zmarszczki. Na grzbiecie ręki obserwowany jest jakby nadmiar skóry, a brak podściółki tłuszczowej jeszcze bardziej uwidacznia ścięgna. Rysunek żył staje się bardziej zauważalny, ponieważ naczynia krwionośne wyraźnie unoszą skórę do góry. Powtarzająca się ekspozycja na UV sprawia, iż pojawiają się przebarwienia, pojedyncze lub liczne, w poziomie skóry, o średnicy kilku do kilkunastu milimetrów, często o nierównych granicach, niekiedy potocznie nazywane „kwiatami starości”. Prawidłowa pielęgnacja skóry dłoni, ochrona przed słońcem może spowolnić ten proces.
Najczęstsze problemy skóry dłoni
Częstym problemem skóry dłoni jest przesuszenie. Początkowo pojawiają się drobne pęknięcia na palcach i w okolicy paznokci oraz tam gdzie skóra jest mało elastyczna i wielokrotnie w ciągu dnia eksploatowana (zginanie palców i całej dłoni w związku z wykonywanymi czynnościami). Suchości dłoni zazwyczaj towarzyszy łamliwość, rozdzielanie się od wolnego brzegu i wykruszanie się paznokci. Niekiedy paznokcie stają się wiotkie i łatwo ulegają uszkodzeniu. Trzeba je wtedy bardzo krótko przyciąć. Niekiedy jest to bolesne.
Liczne prace domowe, czy też narażenie zawodowe sprzyja powstawaniu uszkodzeń skóry, pojawianiu się pęcherzy, które po pęknięciu dają nadżerki (drobne ubytki naskórka). Mogą także pojawić się modzele. Zazwyczaj u osób rozpoczynających różne prace związane z trzymaniem w ręku określonego narzędzia np. nożyczki, początkowo powstają w miejscach ucisku pęcherze. W późniejszym czasie prowadzi to do zgrubienia warstwy rogowej i pojawienia się modzeli. Obecnie rzadziej obserwujemy zgrubienie na palcu w wyniku powtarzającego się ucisku przez trzymany długopis czy ołówek. Zgrubienia niekiedy przyjmują szarawy, żółtawy kolor i stanowić mogą defekt kosmetyczny. Niekiedy zgrubienie obejmuje cały palec.
Kontakt dłoni z różnymi substancjami chemicznymi sprzyja dermatozom o podłożu alergicznym. Pojawiają się zmiany wypryskowe – zaczerwienienie skóry, drobne pęcherzyki, świąd i pieczenie. W przypadku nawracającego działania niekorzystnych czynników obserwujemy zgrubienie skóry na rękach, a określenie „dermatoza ze zużycia” wydatnie podkreśla charakter zmian.
Dużym problemem na grzbietach rąk są objawy starzenia się skóry. Obserwuje się wówczas ścieńczenie, zwiotczenie, brak sprężystości skóry, przebarwienia. Zmiany te pojawiają się z wiekiem i wielokrotną ekspozycją skóry na słońce. Odpowiednia pielęgnacja skóry dłoni może znacznie ograniczyć ich powstawanie.
Jaka powinna być pielęgnacja skóry dłoni?
Najważniejsze zasady:
ochrona przed promieniowaniem UV stosowanie preparatów z faktorem SPF 50+,
ochrona przed niską/wysoką temperaturą (rękawiczki),
ograniczenie kontaktu z wodą,
stosowanie po każdym myciu kremów do rąk: nawilżających, natłuszczających, odbudowujących barierę skórno-naskórkową, powodujących zmiękczenie, wygładzenie skóry, poprawę nawodnienia, a tym samym wyglądu dłoni. Zalecane są emolienty, oleje roślinne, witaminy A, E, C,
unikanie bezpośredniej ekspozycji rąk na różne czynniki chemiczne,
ochrona rąk w pracach domowych, ogrodowych, zawodowych rękawiczkami (bawełniane lub bawełniane i dodatkowo „gumowe”),
stosowanie 1-2x tygodniowo w zależności od potrzeby maseczki kremowej na dłonie. Polecane składniki to estry cholesterolu, masło shea, emolienty, fitoceramidy,
w przypadku przebarwień wskazane są zabiegi (domowe, gabinetowe) wybielające, niwelujące widoczność przebarwień, rozjaśniające (z zawartością takich substancji jak witamina C, arbutyna, wyciągi roślinne o działaniu depigmentacyjnym np. tarczyca bajkalska, morwa biała, lukrecja, brzoskwinia),
urozmaicona dieta bogata w warzywa i mikroelementy.
Dłonie są naszą wizytówką. Mówi się, że to one najczęściej zdradzają nasz wiek. A tymczasem są tak bardzo narażone na negatywny wpływ czynników zewnętrznych. Dlatego tak ważne jest by pielęgnacja skóry dłoni była regularna, codzienna. Nie można o niej zapominać.