Oznakowanie kosmetyków – informacje jakie odczytamy z opakowań

Oznakowanie kosmetyków – informacje jakie odczytamy z opakowań

Opakowanie to nie tylko oprawa estetyczna kosmetyku, zgodnie z prawem muszą się na nim znaleźć niezbędne informacje. Ustalenia dotyczące przepisów prawnych odnośnie oznakowania i informacji dostępnych na opakowaniach kosmetyków są regulowane przez Rozporządzenie Unii Europejskiej nr 1223/2009.

Wszystkie informacje powinny być napisane w sposób czytelny, widoczny i niezmywalny. Poniżej informacje, które zgodnie z prawem muszą znaleźć się na opakowaniu.

1. Nazwa zarejestrowanej firmy lub imię i nazwisko producenta oraz adres osoby odpowiedzialnej. Jeśli kosmetyk jest importowany powinna znajdować się na nim również informacja o kraju pochodzenia.

2. Ilość nominalna w momencie pakowania, wyrażona w jednostkach masy lub objętości. Przepis ten nie obowiązuje przy opakowaniach zawierających mniej niż pięć gramów (mililitrów), bezpłatnych próbkach.

3. Data minimalnej trwałości, czyli data do której kosmetyk zachowuje wszystkie swoje pierwotne właściwości w określonych warunkach przechowywania. Data określona jest poprzez miesiąc i rok lub dzień, miesiąc i rok, jest ona poprzedzona komunikatem “najlepiej zużyć przed końcem” lub następującym znakiem klepsydry:

Znaczek klepsydra

Jeśli data minimalnej przydatności przekracza 30 miesięcy, wtedy wskazanie dokładnej daty przydatności nie jest konieczne i widnieje na nim znak PAO – (Period After Opening):

Znaczek słoik

W tym przypadku na znaku znajduje się informacje ile od otwarcia kosmetyku spełnia on swoje pierwotne funkcje.

4. Informacje o zachowaniu szczególnych środków ostrożności np. unikać kontaktu z oczami i błonami śluzowymi, produkt nie powinien być stosowany przez kobiety w ciąży itd.

5. Numer szarży kosmetyku, czyli indywidualny numer każdej pojedynczej partii (danej produkcji) potrzebny do dokładnej identyfikacji kosmetyku i pojedynczego procesu produkcji, np. S-4531

6. Funkcja kosmetyku, jeśli nie wynika jednoznacznie z jego prezentacji musi być podana na opakowaniu.

7. Wykaz składników produktu kosmetycznego według nomenklatury INCI – (z ang. International Nomenclature of Cosmetic Ingredients) w ujednoliconym, ogólnoświatowym nazewnictwie składników. Przed dokładną listą substancji powinien widnieć napis „INGREDIENTS”.

8. Symbol książki. W przypadku, gdy informacje dotyczące składu kosmetyku, ostrzeżenia producenta odnośnie stosowania i inne informacje nie mieszczą się z przyczyn technicznych na opakowaniu muszą znaleźć się one na ulotce wewnętrznej. W tym wypadku spotkamy znak:

Znaczek book

Jest to odesłanie konsumenta do dodatkowych informacji załączonych wewnątrz opakowania (ulotka, etykieta).

Firmy prześcigają się w stosowaniu wielu innych oznaczeń, które nie są obowiązkowe np.:

Znak “ brak testów na zwierzętach”:

Znaczek animal

W krajach UE jest całkowity zakaz testowania produktów kosmetycznych i surowców kosmetycznych na zwierzętach oraz ich sprzedaży, dlatego powyżej widniejący piktogram to sprawa oczywista dla każdego i nawet jeśli nie ma takiej deklaracji na opakowaniu powinniśmy wiedzieć że kosmetyki wyprodukowane na terenie UE na pewno nie były testowane na zwierzętach.

Deklaracji “produkt testowany dermatologicznie” – obowiązkiem każdej firmy kosmetycznej są badania dermatologiczne produktu przed jego wypuszczeniem na rynek.

Znak „e”:

Znaczek e

Umieszczany jest on na etykietach towarów paczkowanych wprowadzanych do sprzedaży w opakowaniach jednostkowych. Symbol ten oznacza, że podczas procesu produkcyjnego stosowano specjalny wewnętrzny system kontroli ilości produktu w opakowaniu i jest on gwarancją firmy, iż podana zawartość (ilość) kosmetyku jest rzeczywiście w opakowaniu.

Z opakowania można odczytać wiele ważnych i potrzebnych nam informacji. Pełni ono wiele różnych funkcji, między innymi: informacyjną, logistyczną, ochronną, marketingową, czy ekologiczną.

Partnerstwo i troska o Klienta kluczem do sukcesu

Rozmawiamy z Małgorzatą Krupską właścicielką Salonu Partnerskiego BANDI KOBIETERIA Gabinet Kosmetyki Profesjonalnej, ul. Partyzantów 1A, Międzyrzec Podlaski

Jak się zaczęła Pani przygoda z kosmetyką?

Od zawsze byłam zainteresowana tematami związanymi ze zdrowiem i urodą. Brakowało mi takiego miłego miejsca gdzie jest spokojnie, przyjemnie i można o siebie zadbać. Miałam iść na weterynarię, ale stwierdziłam, że nie, że potrzebuję czegoś bardziej kobiecego. No i tak zaczęła się moja przygoda z kosmetyką, złożyłam dokumenty na uczelnię. Przyznam, ze mnie to całkowicie pochłonęło, zafascynowało. Tuż po studiach licencjackich otworzyłam swój gabinet, kontynuowałam studia magisterskie zaocznie. I tak to już trwa, 6 lat.

Dlaczego wybrała Pani preparaty BANDI?

W pewnym momencie, po trzech latach, zaczęło brakować mi kompleksowości. Miałam mnóstwo różnych marek, którym musiałam poświęcić dużo czasu, aby się z nimi zapoznać, nauczyć się na nich pracować. Stwierdziłam, że to nie ten kierunek, że potrzebuję marki zaufanej, która ma wysokiej jakości kosmetyki, doświadczenie, szeroką ofertę i takiej, na której mogę polegać. Ktoś polecił mi Bandi i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Oddałam pozostałe kosmetyki do szkoły kosmetycznej, aby dziewczyny mogły się na nich uczyć, a sama przeszłam tylko na BANDI.

Czy przejście na jedną markę coś zmieniło w funkcjonowaniu gabinetu?

Zmieniło bardzo dużo. W końcu miałam czas, aby skupić się na rozwijaniu swojej wiedzy, na dogłębnym zapoznaniu się z marką. Zresztą firma mi to umożliwiła, poprzez szkolenia, odwiedziny w Instytutcie Bandi. Szczerze mówiąc to wzorowałam swój gabinet właśnie na Instytucie. Przez to mogłam też mocniej edukować swoje klientki, zapoznać je z firmą, która bardzo się im spodobała i były zadowolone z efektów. I od tamtej pory jest mi dużo łatwiej, bo wiem więcej i nawiązałam więź z klientkami i Bandi. Czuję się bardziej wspierana, nie jestem sama, ktoś mi pomaga, zawsze mogę się skontaktować, poprosić o pomoc, skonsultować jakiś trudny przypadek.

Pani Salon bardzo dobrze prosperuje od początku istnienia. Konkurencję ma Pani bardzo dużą, bo na 17 000 mieszkańców w Międzyrzecu Podlaskim jest ponad 30 gabinetów. W czym tkwi Pani klucz do sukcesu?

Rzeczywiście konkurencja jest duża, jednak my nie oglądamy się na innych, pracujemy po swojemu, najlepiej jak potrafimy. Myślę że kluczem do sukcesu jest rodzinna atmosfera, traktowanie indywidualnie każdego klienta i szanowanie go. Pamiętamy o dokładnym wywiadzie, o ważnych dla klienta datach. Nie żałujemy ciepłego słowa, prezentów. Nigdy nie dopuszczamy do atmosfery nerwowego pośpiechu, na wszystko mamy wydzielony czas. Rozmawiamy z klientami po przyjacielsku i słuchamy ich. U nas klient jest najważniejszy i czuje się ważny. Nie zapominamy o drobiazgach np. dopieszczeniu szyi, dekoltu, nie pędzimy. To procentuje. Istotnym elementem jest oczywiście również profesjonalizm i wiedza kosmetologiczna. Ja wciąż się rozwijam poprzez kongresy, szkolenia, współpracę z Bandi. Pracuję też na stałe z dermatologiem, z którym konsultuję trudne przypadki. Zawsze wolę się upewnić jeśli mam wątpliwości.

Czy to, że sprzedaje Pani w Salonie preparaty do pielęgnacji domowej też ma znaczenie?

Ogromne! Współpraca pielęgnacji domowej z gabinetową przynosi dużo lepsze efekty. Edukujemy klientki w tym zakresie. Zresztą jak kupią od nas preparaty do domu to same widzą jakie to przynosi rezultaty. Produkty pięknie wyeksponowane w witrynach, bardziej zachęcają do zakupu, niż sprowadzane na zamówienie, kiedy trzeba na nie czekać. Dużo klientek decyduje się na zakup od razu po wizycie, ponieważ mogą produkt przetestować, zobaczyć, a to zachęca.

Co sprawia, że klienci do Pani wracają?

Na początku nie było łatwo. Robiłam ulotki, akcje promocyjne, aby tylko klient przyszedł, chociaż na prosty podstawowy zabieg. Teraz gabinet żyje już własnym życiem, głównie poprzez rekomendacje. Mój pierwszy kontakt zaczyna się zawsze od prostych zabiegów: depilacja, henna, regulacja, wtedy mam czas, aby porozmawiać z klientem, wysłuchać jego problemów, dobrać mu próbki do przetestowania w domu, zapoznać go z firmą, doradzić pielęgnację, czy zbadać typ cery. Tak nawiązuje się już współpraca i relacja, a na tym to tak naprawdę polega. Zrozumienie problemów, mądre i odpowiedzialne doradztwo buduje zaufanie i owocuje tym że klient zostaje.

W jaki sposób Pani się promuje, jak wygląda marketing Pani salonu?

Wszystkim zajmujemy się razem z moim cudownym personelem, robimy akcje promocyjne na naszym profilu facebookowym, zachęcamy klientki do zakupów, przy każdej wizycie informujemy o promocjach. Pamiętamy o imieninach, urodzinach klientów, wtedy zawsze rozdajemy prezenty. Robimy też miłe niespodzianki na różne okazje np. przeprowadzamy akcję mikołajkową, gdzie każdy klient otrzymuje po wizycie prezent. Na porządku dziennym są u nas też czekoladki, kawa, herbata czy ciasto, które któraś z nas upiekła. Dbamy o nasze klientki i dopieszczamy je przy każdej okazji. Gościnność to nasza wizytówka.

Co się zmieniło od kiedy została Pani Salonem Partnerskim Bandi?

Salon nabrał dużo bardziej profesjonalnego wyglądu poprzez piękne dekoracje i obrandowanie. Firma dba o swoje gabinety partnerskie, klientki zauważają te zmiany, mamy bardzo dużo prezentów dla naszych Pań. Firma pomaga nam zadbać o nie. Przypomina nam też o różnych okazjach np. akcje kwasowe na jesień, czy święta i prezenty, my czasami nie mamy czasu o tym myśleć, a poprzez bliską współpracę z Bandi zawsze uprzedzamy wydarzenia i mamy gotowe narzędzia. Tak więc bardzo dużo się zmieniło i myślę, że przez to też mamy więcej klientów. Panie z pewnością czują się dużo bardziej dopieszczone. U mnie hitem są np. zabiegi z maską termiczną- Energy Look i seria Female. Panie bardzo lubią widzieć efekty od razu po zabiegu, a ja mam pewność, że są zadowolone.

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

W przyszłym roku otwieramy nowy Salon, który już się buduje. Przenosimy się do większego i bardziej nowoczesnego budynku. Będziemy mieli o kolejne łóżko więcej, czyli już trzy. Stworzymy strefę wypoczynku, gabinet do pielęgnacji paznokci będzie rozbudowany. Teraz po latach już wiem, jak to wszystko zorganizować, aby się nadal rozwijało i było komfortowe dla naszych klientów.

Dziękuję i życzę sukcesów!

Wywiad przeprowadziła: Jolanta Gralewska – Brand Manager

Skóra naczyniowa

Skóra naczyniowa

Określenie cera naczyniowa dotyczy twarzy – policzki, nos, broda; szyi i dekoltu, a także małżowin usznych.

Charakteryzuje się obecnością rumienia i teleangiektazji. Zaliczana jest do tzw. cer problematycznych, wrażliwych na różne bodźce, dlatego dopasowanie odpowiednich preparatów do pielęgnacji stanowi duże wyzwanie dla kosmetologów, dermatologów czy twórców kosmetyków.

Układ naczyniowy skóry tworzą splot powierzchowny podbrodawkowy, leżący po brodawką skórną i splot naczyniowy głęboki na granicy skóry właściwej i tkanki podskórnej. Jednostką naczyniową są prekapilary, czyli naczynia przedwłosowate wywodzące się z tętniczek, kapilary, czyli naczynia włosowate, o ściankach dwustronnie przepuszczalnych i naczynia pozawłosowate – postkapilarne przekształcające się w żyłki. Naczynia krwionośne tętnicze posiadają komórki mięśniowe w ścianie i ulegają rozszerzeniu (wazodylatacja) lub kurczą się (wazokonstrykcja) pod wpływem różnych bodźców, np ciepła lub zimna. Skóra naczynkowa charakteryzuje się wzmożoną reaktywnością naczyń krwionośnych, co dawniej określano jako „nerwicę naczyniową”. Naczynia tętniczym czy schorzeniami wątroby. Są to teleangiektazje nabyte, czyli wtórne w odróżnieniu od teleangiektazji pierwotnych, samoistnych uwarunkowanych genetyczne np. w naczyniakowatości mnogiej krwotocznej – chorobie Rendu-Oslera.

U około 80% kobiet po 60 roku życia obserwuje się skórę naczyniową, najczęściej występuje w trądziku różowatym, jako wczesna postać naczyniowa z obecnością rumienia i teleangiektazji. Schorzenie jest przewlekłe, nawrotowe i stanowi znaczy defekt kosmetyczny szczególnie ze względu na lokalizację i dokuczliwe objawy – pieczenie, świąd. By uzyskać poprawę, trzeba prawidłowo pielęgnować skórę przy pojawieniu się pierwszych objawów. Istotne znaczenie ma wzmocnienie bariery skórno- naskórkowej, wzmocnienie i wyciszenie nadreaktywności naczyń krwionośnych, zmniejszenie stanu zapalnego oraz ochrona przed czynnikami nasilającymi zmiany. Skóra naczyniowa często ma cechy skóry wrażliwej.

Kosmetyki powinny być bezzapachowe, o łagodnym działaniu. Do mycia należy stosować płyn micelarny, niewskazane jest używanie wody z mydłem. Zalecane są wyciągi roślinne z oczaru wirginijskiego, miłorzębu dwuklapowego, kasztanowca, białej herbaty oraz substancje czynne: witamina PP, witamina C, witamina K, pochodne rutyny (trokserutyna), escyna zmniejszająca rumień i widoczność teleangiektazji, łagodzące stan zapalny. W pielęgnacji polecane są peelingi chemiczne – kwas laktobionowy, glukonolakton, które wygładzają naskórek, hamują metaloproteinazy rozkładające białka (kolagen, elastynę, proteoglikany). Przeciwwskazane są kosmetyki silnie działające zawierające alkohol, wysokie stężenia kwasów, peelingi mechaniczne, a także maski rozgrzewające, trudne do zmycia. Do codziennej pielęgnacji skóry naczyniowej konieczne jest nawilżanie i ochrona przed UV. Widoczność rumienia i teleangiektazji można zmniejszyć przy pomocy makijażu korekcyjnego, warto też skorzystać z zabiegów dla skóry naczyniowej w gabinecie kosmetycznym.

Zimowa oferta gabinetu kosmetycznego

Zimowa oferta gabinetu kosmetycznego

Skóra w okresie zimy jest narażona na wiele niesprzyjających warunków. Wiatr, niskie temperatury oraz suche powietrze powodują jej większą wrażliwość i mniej promienny wygląd. W tym czasie na skórze nadal pozostają również widoczne oznaki szkodliwego wpływu promieniowania UV, jak nierównomierny koloryt cery oraz jej wysuszenie. Można więc powiedzieć, że zima jest najbardziej, pod względem pielęgnacji skóry, wymagającą porą roku. Nasze klientki często jednak o tym zapominają i nie dbają o nią prawidłowo, ale w okresie karnawału mimo to chcą wyglądać doskonale. W tym czasie warto więc postawić w gabinecie na sprawdzone zabiegi, które nie tylko usuną niedoskonałości, ale również odpowiednio ochronią skórę.

Druga skóra

Eksfoliacja jest jednym z najbardziej popularnych zabiegów wykonywanych o tej porze roku w gabinetach kosmetycznych. Już dawno pożegnaliśmy srogie zimy, które charakteryzowały się syberyjskimi temperaturami. Obecny klimat jest przyjazny zabiegom eksfoliacji przez większą cześć roku. Kwasy to doskonały sposób na szybką poprawę kondycji skóry. Zabiegi z ich wykorzystaniem nie tylko złuszczają naskórek, ale także uruchamiają szereg procesów zachodzących w głębszych warstwach skóry, co sprawia, że cera jest odnowiona, wygładzona oraz o wiele łatwiej wchłania substancje aktywne.

Do wyboru mamy zabiegi w oparciu o: α-hydroksykwasy (kwas glikolowy, mlekowy, migdałowy), kwasy β-hydroksylowe (kwas salicylowy), polihydroksykwasy (kwas laktobionowy, glukonolakton), α-ketokwasy (kwas pirogronowy), czy kwasy karboksylowe (kwas azelainowy). W większości zabiegów wykorzystywane są mieszaniny kwasów. Takie połączenia zapewniają silniejsze działanie i mniejsze ryzyko powikłań oraz niekorzystnych dla klienta odczuć. Podstawowe działanie tych substancji jest związane z mechanizmem złuszczania komórek warstwy rogowej naskórka na skutek osłabienia kohezji (podziału) korneocytów. Proces ten prowadzi do odbudowy naskórka dzięki produkcji nowych komórek w warstwie podstawnej. Każdy z kwasów charakteryzuje się także dodatkowymi właściwościami dobroczynnie wpływającymi na niwelowanie różnych problemów skórnych. Kwas pirogronowy dzięki lipofilności redukuje nadmierny łojotok i oczyszcza ujścia gruczołów łojowych, zapobiegając tworzeniu się zaskórników i zmian trądzikowych, polihydroksykwasy dzięki dużej cząsteczce i powinowactwie do wody silnie nawilżają skórę, kwas migdałowy działa antybakteryjnie łagodząc przebieg aktywnego trądziku, kwas salicylowy zmniejsza stan zapalny, kwas azelainowy hamuje produkcję melaniny prowadząc do rozjaśniania przebarwień, kwas glikolowy aktywuje wytwarzanie kolagenu i elastyny, białek odpowiedzialnych za jędrność i elastyczność skóry. Wybór zabiegu oraz decyzja o ich ilości należy do naszych kompetencji. Podejmując ją musimy za każdym razem przeprowadzić wnikliwy wywiad, zdiagnozować stan skóry i na bieżąco obserwować jej reakcje na działanie kwasów. Efekty będą widoczne już po pierwszym zabiegu, ale dla długotrwałej poprawy wyglądu zaleca się wykonanie zabiegów w serii. Pamiętaj, że kremy Bandi zawsze możesz włączyć w zabieg pielęgnacyjny.

Skóra pełna wody

Pod wpływem chłodnego powietrza skóra łatwo ulega przesuszeniu, może pojawić się jej szorstkość i łuszczenie. Ratunkiem dla niej są zabiegi głęboko nawilżające. Ich zadaniem nie jest dostarczenie skórze wody, ale ograniczenie jej transepidermalnej utraty. Substancje stosowane w zabiegach nawilżających odpowiadają za ułatwienie wiązania wody w skórze oraz wpływają na uszczelnienie warstwy rogowej naskórka. Szczególnie duże zastosowanie w kosmetyce znalazła druga grupa związków, z uwagi na mniejsze trudności z wykorzystaniem ich w recepturze. Substancje te można podzielić na rozpuszczalne w wodzie i rozpuszczalne w tłuszczach. Pierwsze mogą wnikać do warstwy rogowej, zwiększając nawodnienie tkanek lub działać powierzchownie okluzyjnie. Drugie przyczyniają się do uzupełnienia składników cementu międzykomórkowego bądź tworzą ochronny film na powierzchni naskórka. Sprawdzają się tu preparaty pielęgnacyjne zawierające: algi, mukopolisacharydy, kwas hialuronowy, fucogel, witaminy A i E, odżywcze oleje i ceramidy. Tak chronionej skórze nie straszne będą nawet trudne warunki atmosferyczne.

W zdrowym ciele, zdrowy duch

Zima to także czas wyciszenia, zadumy, bliskiego kontaktu z naturą. Idealny zabieg w tym okresie to taki, który nie tylko zadba o dobrą kondycję skóry, ale również wprowadzi klientkę w stan głębokiego relaksu i odprężenia. Stąd tak bardzo polecane są zabiegi na ciało. Rozgrzewające maski, gorące kamienie, para na na dłonie i stopy, gruboziarniste peelingi oraz masaże wygładzą i zmiękczą skórę, ochronią ją przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych a także zmniejszą napięcia nerwowe i poprawią nastrój klientki.

Wymienione zabiegi należą do tych błyskawicznie poprawiających wygląd i kondycję skóry. Gdy w gabinecie pojawi się nawet klientka, która nie korzysta regularnie z naszych usług warto o nich pamiętać, by na wzór kopciuszka mogła olśniewać na balu.

Jak przetrwać święta?

Jak przetrwać święta?

Ho, ho, ho… Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku. Utarło się, że życzymy sobie wesołych świąt. Ale jak tak policzyć: pranie firan, szorowanie okien na mroźnym powietrzu, godziny przy garnkach w kuchni, wielkie rodzinne sprzątanie, z którego każdy pragnie się wymigać, ubieranie żywej choinki, która kłuje w palce, ale za to pięknie pachnie. Wojny o Wigilię, u kogo w tym roku? Zmęczeni i sfrustrowani siadamy za stołem, bo większość jeszcze rano musiała iść do pracy (bo przecież Wigilia dzień jak co dzień w korporacjach czy urzędach).

W tym roku na studiach robię dodatkową specjalizację z Treningu Rozwoju Osobistego. Stworzyliśmy na tych zajęciach całkiem fajną i zżytą “grupę wsparcia”. Dzielimy się swoimi emocjami, doświadczeniami i rozmawiamy dosłownie o wszystkim przez bite 8 godzin co sobotę. Z okazji zbliżających się Świąt nasz prowadzący pozwolił nam obrać dowolny temat na nadchodzące ostatnie w tym roku zajęcia i jakież było moje zdziwienie gdy cała grupa jednomyślnie poprosiła o “Poradnik: jak przetrwać święta?”. Okazuje się, że wszystkich dotykają te same problemy. Zwaśnione rodziny, specyficzne ciotki i wujkowie, ktoś kto zawsze się spóźni, ktoś kto zawsze sprawi komuś przykrość. Tradycyjne życzenia w stylu: abyś w tym roku wreszcie znalazła męża (jakby mąż był złotówką na chodniku), abyście już powiększyli rodzinę, chcemy wnuki, chcemy prawnuki… I tradycyjne tematy przy stole: polityka, religia, obgadanie nieobecnych i na koniec diety, wszelkie diety świata – jak już wszyscy najedzeni to wymyślają jak się odchudzać po świętach. Brzmi to znajomo?

Jak zatem poradzić sobie z tym wszystkim. Przecież Święta Bożego Narodzenia to piękny czas, coś się kończy i coś zaczyna. Kończymy miniony rok, rozpoczynamy kolejny. Powinien to być magiczny moment, w którym ciepło domowe, rodzinne jest wg mnie większe niż upały na Wyspach Kanaryjskich. Te chwile gdy dom lśni czystością, w kuchni pięknie pachnie ciastem, gdy możemy pozapalać świece i napić się wina. Gdy możemy wtulić się pod kocem w ukochaną osobę, pobawić z dzieckiem, zrobić coś dla siebie. Tak naprawdę to wszystko zależy od nas i naszego nastawienia. Nie pozwólmy by ktokolwiek i cokolwiek zepsuło nam ten czas.

Spójrzmy na życie trochę łagodniej, przymknijmy oko na tych, którzy za wszelką cenę chcą żyć za nas, podać na tacy swoje złote rady, na tych, którzy zawsze wiedza lepiej niż My. Pozbądźmy się tego bagażu, który nie pozwala nam na krok do przodu. W książce Dzika droga, Cheryl Strayed (powstał też film na podstawie tej historii) jest taka piękna metafora życiowych problemów. Główna bohaterka pakuje plecak i na kilka tygodni wyrusza sama w góry. Z początku jej plecak jest bardzo ciężki, spakowała aż 40 kg ale im wyżej i dalej szła, powoli go opróżniała, więc stawał się coraz lżejszy i lżejszy…

Nie zostawiajmy niczego za sobą, nie udawajmy, że rozwiąże się samo. Spakujmy to i rozprawmy się z tym raz na zawsze. Możemy znacznie więcej niż nam się wydaje. A na zmiany nigdy nie jest za późno. Szczególnie gdy przed nami Nowy Rok. Ja zamiast listy postanowień w tym roku zrobiłam mapę myśli. To proste. Na środku rysujemy kółko a w nim główny cel, potem na boki idą strzałki do małych kółek, w których wypisałam co i kto jest mi potrzebny by ten cel osiągnąć. Jakie mam narzędzia do tego, jakie mogę podjąć działania i jak będzie wyglądało moje życie gdy to osiągnę. Zróbcie swoje mapy myśli i celów i rozliczymy się z nich już za 12 miesięcy. Trzymam za Was i za siebie kciuki. Szczęśliwego Nowego Roku!

Zatrzymajmy się

Zatrzymajmy się

“Wszelki duch Pana Boga chwali” to sformułowanie, stare jak świat, ostatnio pojawiło się w moim życiu aż trzy razy, więc pomyślałam, że to znak aby o tym napisać ten felieton. Po pierwsze dokładnie tak zaczyna się książka, którą czytałam na początku wakacji “Krok do szczęścia” (którą przy okazji mogę śmiało polecić, chociaż jak się okazało, jest to druga część z czterech, ale czytanie historii od środka też zawsze spoko). Drugi raz użył tego wyrażenia mój Tata, który pewnego dnia w drzwiach naszego mieszkania zobaczył kolegę z byłej pracy, którego nie widział od dobrych 16 lat. Okazało się, że Pan Franek po prostu przechodził w pobliżu i postanowił sprawdzić czy nadal tu mieszkamy. Trzeci raz to już osobiście rzuciłam do słuchawki, gdy zadzwoniła moja Ciocia, notabene Matka Chrzestna, z którą kontakt również mi się urwał kilka ładnych lat temu. Byłam zaskoczona, jak się wszystko pozmieniało.

Kiedyś dzwoniliśmy każdego dnia do ludzi. Ledwo z mieszkania wyszedł monter, który zainstalował nam kolorowe, plastikowe pudełko ze słuchawką i tarczą z dziurkami, a my już ochoczo wykręcaliśmy cyfry i dzwoniliśmy do wszystkich z rodziny, do znajomych, ba! nawet do sąsiadki z dołu. Takie były czasy… i zawsze było o czym pogadać…

Będąc z Tatą ostatnio na ryneczku wcześnie rano, rozglądając się za warzywami i świeżymi rybami, nagle usłyszeliśmy znajomy głos. To Pani Ula… Również nie widziana “naście lat” znajoma rodziców. Ta sama Pani Ula, która kiedyś w naszym domu na herbacie była dosłownie każdego dnia. Pamiętam jak dziś, stół w kuchni, ona, mama i herbata lub kawa… no i ploteczki, zawsze było o czym pogadać.

– No ja miałam wpaść do Was ostatnio, pogadać co tam słychać, ale taka jestem zabiegana, ciągle nie ma czasu – tłumaczyła się Pani Ula.

Jak to się wszystko stało? Nie naciągając tej historii mogę przysiąc, że kiedyś w naszym domu każdego dnia przewijały się tabuny ludzi. Jak nie koleżanki mamy, to babcia, jak nie babcia to sąsiadka z dołu, jak nie sąsiadka to któraś ciocia. Zawsze ktoś przychodził, pił herbatę i sobie szedł. A wieczorem siadało się przy telefonie i dzwoniło i znowu gadało. A teraz? Teraz to mniej więcej wygląda tak, gdy spotykamy koleżankę na ulicy (bo w domu to szans nie ma żadnych, ale o tym za chwilę…)

– Hej!
– Co słychać? Widziałam na Facebooku, że wyszłaś za mąż!
– Tak, tak już kilka lat temu, teraz wreszcie urodziła mi się córeczka!
– Ah tak widziałam wczoraj zdjęcia na twojej tablicy, śliczna!
– A co u ciebie, może wpadniesz do mnie na kawkę?
– Jasne, ale innym razem, muszę lecieć po synka do przedszkola. – No tak, widziałam na Faceboku, też już duży chłopak, ile on ma? Trzy latka?
– Prawie cztery…, no to lecę, pozdrów męża! Pa!
– Pa!

Yyyy… no nie mówcie, że tak to nie wygląda! Z moją ulubioną psiapsiółką Karolką, też mamy dylematy, od kilku miesięcy obiecuje, że wpadnie na kawkę, zobaczyć moje mieszkanie pod Warszawą i jakoś dojechać nie może. Zawsze kończy się to “szybką kawą” w biegu gdzieś w centrum lub galerii. Jakoś tak mi do Ciebie nie po drodze… zawsze ta sama wymówka.

Ja nie wiem jak świat się zmienił przez te kilkanaście lat, ale sądziłam, że w miarę postępu zyskamy więcej wolnego czasu, przecież to maszyny nas wyręczają, stać nas na samochody, mamy komórki, powinno być nam łatwiej. Niestety nie jest. Ludzie co raz częściej zamykają się w czterech ścianach. Już w poniedziałek marzymy o piątku, a o 8:00 rano marzymy o 18:00 gdy będziemy mogli wskoczyć w wygodne dresiki, pod kocyk, a naszym jedynym szaleństwem wieczoru będzie skakanie, ale po kanałach telewizora.

Siedząc na fotelu u fryzjera, przeglądałam jakąś kobiecą gazetkę i tam również we wstępie było kilka słów o tym, że kiedyś wpadało się do siebie bez zapowiedzi, ot tak, jak Pan Franek po 16 latach. Dziś tak już się nie dzieje, trzeba się umawiać przez miesiąc czasu przez smsy, potem parę razy na Facebooku, potem ze 3 razy odwołać, aby w końcu przełożyć ten “temat” na jakiś dogodniejszy termin.

Ja wiem, że mówiąc “kiedyś było inaczej” wychodzę na starą ciotkę klotkę, ale spójrzmy prawdzie w oczy, przynajmniej mieliśmy czas by opowiadać 5 razy dziennie te same historie kolejnym odwiedzającym nas osobom, a w domu zawsze pachniało świeżo upieczonym ciastem “dla gości”. Dziś tworzymy grupy na Facebooku aby dotrzeć do wszystkich na raz, a o najważniejszych wydarzeniach w naszym życiu informujemy przez tablicę, kolekcjonując wirtualne kciuki. Może więc warto się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, upiec ciasto i zaprosić bliskich, a jak nam odmówią to wbijmy się z tym ciastem do kogoś bez zapowiedzi, a co! Będzie fajnie!