Jednym z najbardziej żywych mitów w kosmetyce jest ten, który dotyczy witaminy C i jej negatywnego oddziaływania na skórę w trakcie lata. Tak naprawdę to nie do końca wiadomo dlaczego nie należy jej stosować, ale obawa u konsumentów jest na tyle silna, że wiele osób rezygnuje w tym okresie z pielęgnacji skóry tym cennym składnikiem aktywnym.
Skąd ten mit?
Witamina C jest jednym z najbardziej pożądanych surowców kosmetycznych ze względu na wielokierunkowe, wręcz nieograniczone pozytywne oddziaływanie na skórę. Najczęściej stosowaną formą witaminy C jest kwas askorbinowy. Jednak z uwagi na mała stabilność chemiczną kwasu askorbinowego pod wpływem wysokiej temperatury, światła i tlenu technolodzy mają dużą trudność z umieszczeniem go w masie kosmetyku. Aby zapobiec rozkładowi tej substancji chemicy stosują w kosmetykach dodatki stabilizatorów (kwas ferulowy, wersenian), promotorów przenikania (glikol propylenowy, lecytyna) i utrzymują niskie pH preparatu. Efektem tego działania jest ryzyko powstawania podrażnień u osób ze skórą wrażliwą, które po ekspozycji na promieniowanie UV mogą doprowadzić nawet do powstawania przebarwień. Niechęć do stosowania witamy C w okresie lata wynika również z samej nazwy chemicznej tej substancji – kwas askorbinowy. Dla większości konsumentów określenie „kwas” sugeruje działanie złuszczające surowca i oczywistym wydaje się fakt niemożności stosowania go w czasie ekspozycji na promieniowanie UV. Jednak kwas to nie zawsze silna i żrąca substancja. W niektórych przypadkach (np. kwas askorbinowy, kwas foliowy, kwas pantotenowy) substancje wcale nie wykazują intensywnych właściwości złuszczających, a wręcz przeciwnie wpływają nawet na łagodzenie podrażnień. Warto również zauważyć, że obecnie nie u wszystkich osób takie podrażnienia występują. Obecnie na rynku istnieją już nowe formy witaminy C o lepszych parametrach i wysokiej stabilności w pH bardziej przyjaznym dla skóry np. tetraizopalmitynian askorbylu.
Stosuj przede wszystkim latem
W okresie lata skóra jest narażona na wiele uszkodzeń wywołanych promieniowaniem uv, wysokimi temperaturami i suchym powietrzem. Pod wpływem wspomnianych czynników w skórze dochodzi do niszczenia włókien kolagenu, produkcji nieprawidłowych mas elastyny, uszkadzania struktur komórkowych przez wolne rodniki, nieprawidłowej produkcji melaniny, zwiększonej utraty wody oraz pogrubienia warstwy rogowej naskórka. Wskutek tego skóra staje się sucha, szorstka, traci prawidłowe napięcie, pojawiają się na niej zmarszczki i przebarwienia. Dlatego to właśnie w tym okresie skóra musi być szczególnie chroniona. Poza powszechnie znanymi filtrami przeciwsłonecznymi ważnym składnikiem kosmetyków stosowanych w okresie lata powinna być również witamina C.
Jaka jest rola witaminy C?
hamuje aktywność metaloproteinaz – enzymów odpowiedzialnych za niszczenie kolagenu,
aktywuje namnażanie keratynocytów i fibroblastów,
pobudza produkcję nowych włókien kolagenu i elastyny,
„Kobiety się zmieniły, ale nie zmieniły wzorca męskości. Nadal chcą widzieć mężczyznę jako wojownika i żywiciela.” Philip Zimbardo
Podobno siłą jest kobietą, ale czy na pewno? W moim domu od pokoleń rządziły kobiety, babcia nad dziadkiem, mama chociaż malutka zawsze dominowała nad moim wysokim tatą i zanim się obejrzałam sama stałam się taką silną i niezależną kobietą. Kiedyś to były inne czasy, ale to właśnie kobiety z innych czasów walczyły o równouprawnienie, o jeansy, o pracę w korporacjach. Nie jestem jednak do końca przekonana, czy to było słuszne. Mam wrażenie, że w ogóle nie wzięto pod uwagę, że skoro my kobiety przechodzimy metamorfozę, to analogicznie zmieniać się będą również mężczyźni w naszym nowym „równym” świecie.
Jeden z moich psychologicznych Guru, Philip Zimbardo w jednym z wywiadów przy okazji ostatniego pobytu w Polsce powiedział: „Jeśli dziś jakiś młody człowiek mieszka wciąż z rodzicami, na garnuszku mamy i taty, to prawie na pewno jest to chłopak.” Niestety muszę się z tym zgodzić. Osobiście wyprowadziłam się od rodziców tuż po maturze, spakowałam walizkę i wyjechałam za granicę do pracy, po 8 latach wróciłam i zamiast do mamy i taty przeprowadziłam się do Warszawy. Wynajęłam mieszkanie, rozpoczęłam wymarzone studia (co nie było takie proste po 8 latach przerwy w nauce), zaczęłam pracować, by móc się utrzymać i zanim się obejrzałam miałam wszystko, prócz sensownego partnera. Kobiety kończą coraz lepsze i coraz to wymyślniejsze kierunki studiów, są niezależne, odważne i mądre. Od pokoleń ciężko na to pracowały i wreszcie mają okazję grać pierwsze skrzypce. Tylko nagle okazuje się, że to gra solo, bo nie łatwo jest znaleźć mężczyznę równie ambitnego i silnego, który wniesie do naszego życia nieco więcej niż geny dla naszych dzieci i skarpetki do kosza na bieliznę.
Jak kontynuuje Profesor Zimbardo: Mężczyźni uciekli do jednego jedynego miejsca, w którym czują się bezpiecznie, w którym nie muszą mierzyć się z kobietami, mogą za to mieć wszystko pod kontrolą i się wykazać. Do internetu. Kiedyś mieli do wyboru dwie role: wojownika albo żywiciela. W świecie realnym rzadziej się w nich spełniają, bo wojownicy nie są już potrzebni, a żywicielami, czyli osobami zarabiającymi na życie, dom coraz częściej są też kobiety. Ale w rzeczywistości wirtualnej nadal można wkładać ten kostium macho. Nie brzmi, ani nie wygląda to zbyt obiecująco, ale jak mam być szczera – same jesteśmy sobie winne. Wychodzi na to, że to taki skutek uboczny, którego nie przewidziałyśmy w procesie dążenia na upragniony szczyt. Niedawno minął Dzień Kobiet, więc tak mnie naszło na kobiecy temat. Myślę, że warto się jednak nad tym zastanowić. Dokąd to wszystko zmierza?
Aby trochę złagodzić ten temat dodam, że to głównie dotyczy mojego pokolenia, Panów 35 lat i mniej. Będąc na herbatce u moich dziadków zapytałam ich jak to możliwe, że wytrzymali ze sobą 60 lat. Na co dziadek odpowiedział mi „bo wtedy nie było ajfonów” a po chwili dodał, że ludzie teraz już nie rozwiązują problemów, ludzie idą na łatwiznę, gdy coś się psuje uciekają i szukają kogoś nowego, a powszechnie wiadomo, że nowe to nie koniecznie synonim lepszego. Babcia natomiast ma swoją teorię na ten temat. Zdradziła mi po kryjomu, że traktuje dziadka tak jakby był niezastąpiony. To dziadek chodzi po zakupy, zmywa, sprząta, gotuje przez co czuje się potrzebny i doceniony. Może właśnie tu jest ten pies pogrzebany. Mężczyźni XXI wieku patrząc na samorealizujące się kobiety nie mają im już czym zaimponować. A tymczasem co robią kobiety? Idą do kina na „50 twarzy Greya”. Nie wiem czy śmiać się czy płakać? Cały paradoks polega na tym, że przez wiele lat chciałyśmy być wolne i niezależne by teraz wzdychać i rozpływać się nad historią kobiety totalnie zniewolonej przez mężczyznę. Mój Boże, my jednak jesteśmy naprawdę skomplikowane.
W zasadzie wygląda to tak, że nadal rodzimy i wychowujemy dzieci, nadal dbamy o naszych mężczyzn, nadal gotujemy, sprzątamy i pierzemy. Różnica jest taka, że same sobie jeszcze do tej wyliczanki dołożyłyśmy 40 godzin pracy zawodowej w tygodniu, zabiegi pielęgnacyjne, manicure i pedicure. Naturalnie należy ten tekst potraktować z przymrużeniem oka, ale jednocześnie czas tupnąć nogą. Skoro my możemy, to po pierwsze Oni też mogą, a po drugie powinnyśmy zostać za to lepiej wynagradzane. Nie ma co się jednak oszukiwać i czekać na oklaski, lepiej od razu kupić sobie nowe szpilki… Jak mamy być królowymi tego świata, to trzeba jakoś się prezentować… 🙂
Mówi się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jeśli tak to moją cerę zawdzięczam mamie, babci i ich genom. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy ma tyle szczęścia. Myślę, że świadomość kobiet na temat pielęgnacji z roku na rok rośnie a wraz z nią szereg możliwości i kosmetyków, które pomagają nam o siebie zadbać.
Odkąd sięgam pamięcią na prezent kupowałam mamie kosmetyki, wiedziałam, że sama w siebie nie zainwestuje i nie poświęci czasu aby dobrać najlepsze kremy. Okazało się, że nie potrzeba fortuny aby stworzyć naprawdę dobry zestaw, który spełni jej oczekiwania. Moja mama od lat zakochana jest w serii Gold Philosophy, którą nazywa “koronkową” ze względu na jej piękne opakowania. Pierwszy ulubieniec to krem do szyi i dekoltu, do tego krem uniwersalny, który stosuje na dzień i na noc. Jest to niesamowita wygoda, ale rzeczywiście zdarza się, że skóra przed snem prosi o więcej nawilżenia. Mamy na to swoje sekretne rozwiązanie, ja stosuję Nocną Kurację Nawilżającą, a mama maseczkę z kolekcji C-WHITE z witaminą C, która prócz nawilżenia, działa rozświetlająco i przeciwzmarszczkowo. W codziennej pielęgnacji pojawia się także bardzo gęsty krem pod oczy z fitohormonami, które stymulują produkcję kolagenu. Ostatnim ogniwem jest serum korygujące tzw. Ultimate Skin Corrector, które służy mamie jako baza pod makijaż. Wygładza skórę rano i wypełnia zmarszczki przez co cały dzień cera wygląda młodziej.
Oprócz codziennej pielęgnacji uwielbiamy robić sobie tzw. Domowe Spa. Wówczas stosujemy dwa peelingi, enzymatyczny do twarzy i morski na szyję i dekolt. Ten drugi pozostawia przyjemny olejek na skórze, który stopniowo się wchłania. Za peeling enzymatyczny służy nam wciąż niedoceniana w domowym zaciszu maska z keratoliną. Jej działanie jest naprawdę zjawiskowe, dogłębnie oczyszcza i przygotowuje skórę pod dalszą pielęgnację. Warto jednak wiedzieć, że dla poprawnego zadziałania enzymów warto zwilżać skórę wodą po nałożeniu maski, gdyż enzymy działają właśnie w środowisku wodnym. Dla lepszego zobrazowania całego procesu pielęgnacji przygotowałyśmy z mamą filmik na You Tube, w którym wszystko krok po kroku wyjaśniamy. Zapraszamy do oglądania 🙂
Laura Ogrodowczyk
vlogerka i blogerka
Vlogerka i blogerka urodowo-lifestylowa, autorka bloga i kanału You Tube o nazwie RockGlamPrincess oraz FanPage’a dla kobiet o nazwie Siostry Glam. W roku 2013 wg rankingu MediaFun uznana za 1 z 10 najlepszych vlogerek polskojęzycznych na świecie.
Pielęgnacja skóry przynosi dobre rezultaty, jeśli ustalimy odpowiedni system, który stanie się naszym nawykiem. Dobre nawyki sprawią, że każdego dnia będziemy czuć się po prostu piękniejsze i zadbane.
Skóra jest jednym z największych organów w naszym ciele. Ma konkretne zadania i funkcje do wypełnienia, ale posiada również swój indywidualny tryb pracy. W czasie snu mózg wypoczywa, wszystkie narządy wewnętrzne zwalniają tempo, serce bije wolniej. Ale nie skóra – ta pracuje na pełnych obrotach! Nocą jest ona najlepiej ukrwiona – wtedy też stosunkowo najłatwiej pozbywa się toksyn i najszybciej wchłania składniki odżywcze z kosmetyków. Komórki dzielą się szybciej, szkody i ubytki, których skóra doznała w ciągu dnia, są naprawiane, neutralizują się wolne rodniki, odbudowuje się też warstwa lipidowa naskórka. Nad ranem nasza skóra odnawia się i regeneruje (lecz pamiętajmy, że czym jesteśmy starsze, tym procesy regeneracyjne zachodzą wolniej, a ich efekty nie są tak spektakularne).
Co powinien zawierać dobry krem na noc?
W związku z powyższym skład kremu nocnego powinien różnić się od tego, którego używamy na dzień. Nie powinny znajdować się w nim składniki niepotrzebnie obciążające skórę, takie jak filtry przeciwsłoneczne, składniki hamujące wydzielanie sebum itp. Krem na noc nie musi zwierać również substancji rozświetlających czy napinających skórę, ponieważ takich efektów oczekujemy raczej w ciągu dnia.
W pielęgnacji nocnej doskonale sprawdza się prowitamina A – czyli retinol odpowiedzialny za regenerację naskórka, lub witamina C, najczęściej łączona z witaminą E. Wspólnie składniki te neutralizują wolne rodniki, pobudzają produkcję kolagenu i elastyny, poprawiają nawilżenie naskórka. Doskonałym rozwiązaniem w „nocnym” kremie będą również kwasy, które skutecznie będą złuszczać naskórek odsłaniając tym samym , jędrne komórki. Bardzo ważnymi składnikami są peptydy, czyli aminokwasy,ponieważ stanowią one budulec komórek, zaś ich niedobór wiąże się z procesami starzenia się skóry.
Czy zastanawialiście się, dlaczego konsystencja nocnych kremów jest zazwyczaj bogatsza? Nocna regeneracja skóry to wielogodzinny proces, tzw. „cięższe” kremy pozostają dłużej w skórze i dzięki temu mogą powoli docierać do jej odpowiednich struktur, aby celować w sedno problemów. Bogatą konsystencję zawdzięczają zazwyczaj różnego rodzaju masłom, olejom i składnikom ceramidowym, które mają bardzo duże znaczenie dla naszej skóry. Odpowiadają one bowiem za odbudowę płaszcza hydrolipidowego, a to głównie on zapewnia naszej skórze odpowiednią ochronę.
Skład kremów na noc trzeba oczywiście dobrać odpowiednio do potrzeb skóry w danym wieku: niektóre z nas bardziej potrzebują wsparcia w procesach regeneracji, inne – łagodzenia podrażnień powstałych za dnia. Niektóre kremy, największy nacisk kładą na regenerację naskórka, stymulację produkcji kolagenu i ujędrnienie. Takie działanie jest zbawienne dla każdego typu cery.
Jak stosujemy krem na noc?
Najważniejsze – najpierw należy dobrze oczyścić skórę odpowiednim preparatem oraz zawsze pamiętać o toniku. Pozostawienie zanieczyszczeń na twarzy będzie skutkowało rozwojem stanów zapalnych i podrażnień.Następnym krokiem jest aplikacja kremu. Niewielką ilość (ziarnko grochu) delikatnie rozprowadzamy opuszkami palców na twarzy i szyi. Należy pamiętać, że krem do twarzy nie do końca sprawdza się przy pielęgnacji okolicy oczu, dlatego też należy ją ominąć. Kolejnym krokiem powinien być masaż. Delikatnie wygładź linie wzdłuż punktów zamieszczonych na zdjęciu, następnie rozetrzyj, wykonując delikatne kółeczka i na zakończenie znów wygładź. W ten sposób poprawimy cyrkulację krwi i tym samym penetrację składników aktywnych.
Parę słów o pielęgnacji w ciągu dnia.
Skoro przyjrzeliśmy się już kremom na noc, zastanówmy się teraz, co powinien zawierać krem na dzień? Należy wybrać taki, który jest bogaty w witaminy, substancje odżywcze i regenerujące. W ciągu dnia rola skóry sprowadza się głównie do biernej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi oraz regulacji poziomu nawilżenia. Dlatego odpowiedni krem chroni naszą skórę przed zanieczyszczeniami, które lubią gromadzić się na twarzy w ciągu dnia: przed smogiem, powietrzem, pyłkami oraz bakteriami, które pozostawiamy na twarzy, dotykając jej brudnymi rękami. Za dnia skóra potrzebuje dużo większej ochrony niż w nocy. Dlatego też zadbajmy o to, żeby nasze kremy na dzień zawierały filtry UVB i UVA, oraz wyspecjalizowane składniki np. karboksymetyloglukan, które poprawią system obronny naszej skóry a także substancje zwiększające ochronę przed czynnikami środowiskowymi.
Ponadto musimy pamiętać, że krem powinien być dostosowany przede wszystkim do potrzeb skóry, ponieważ nie zawsze nasza skóra starzeje się fizjologicznie. Producenci kosmetyków zazwyczaj umieszczają na opakowaniu oznaczenia wieku np. 30+ co sugeruje, iż pielęgnacja ta jest odpowiednia dla osób po 30 roku życia, ale przecież nasza skóra posiada indywidualne cechy starzenia się i nie powinnyśmy ich ujednolicać. Należy pamiętać, iż cera naczynkowa przede wszystkim powinna zaopatrzyć się w pielęgnację bogatą w wyciągi roślinne takie jak: kasztanowiec, arnika górska, pietruszka zwyczajna, ponieważ dla takiej cery najważniejsza jest ochrona i wzmocnienie naczyń. Cera trądzikowa powinna zwrócić uwagę na nawilżanie i ochronę, cera delikatna i wrażliwa na łagodzenie i odbudowę ochronnego płaszcza hydrolipidowego itd. Wszystkie te cery potrzebują innych składników a kremy dostosowane do wieku nie są tak urozmaicone.
Kremy dzienne zazwyczaj zawierają witaminę E, zwaną witaminą młodości. Zwalcza ona wolne rodniki i chroni skórę przed promieniowaniem UV. Bardzo ważną grupę składników stanową związki o właściwościach nawilżających i natłuszczających np. kwas hialuronowy, wyciągi owocowe, masło Shea, woski, które chronią cerę przed utratą wilgoci, ale również zapewniają zimą ochronę przed mrozem. W kremie na dzień powinniśmy dodatkowo szukać różnych form witamin C będących silnymi antyutleniaczami. Bardzo często możemy usłyszeć opinię, iż ta witamina w dni słoneczne może być fotowrażliwa i przyczyniać się do powstania przebarwień, tymczasem przy zastosowaniu odpowiedniej pochodnej np. Tetraizopalmitynianu Askorbylu oraz połączeniu jej ze składnikami chroniącymi przed UV stanowią doskonałą prewencją przed tego typu niechcianymi plamkami na skórze. Wspomniana pochodna witaminy C to obecnie najskuteczniejsza forma, która dzięki swym cechom fizykalnym doskonale przenika w głąb skóry, dzięki czemu może skutecznie rozjaśniać przebarwienia, odmładzać i zmniejszać kruchliwość naczyń.
Konsystencja kremu na dzień zazwyczaj jest lżejsza, ponieważ powinien on błyskawicznie się wchłonąć, przynieść komfort skórze, ale zapewnić też trwałość makijażu.
Niezależnie od tego czy wybieramy wyspecjalizowaną pielęgnację na noc czy na dzień, a może sięgamy po kremy uniwersalne dzienno-nocne jeden czynnik jest niezmiennie najważniejszy – systematyczność.
Nasza młodość, nieskazitelność skóry jest sumą składającą się z drobnych czynności – rytuałów, wykonywanych każdego dnia. Odpowiednie dobranie pielęgnacji oraz poprawne jej stosowanie może przynieść pożądane efekty.
Czy tylko ja mam wrażenie, że co roku przy okazji Sylwestra i mniej lub bardziej szampańskiej zabawy obiecujemy sobie zmiany na lepsze? Już chyba rytualnie prowadzimy te wewnętrzne monologi typu: “Ten rok może nie był najlepszy, ale następny…”, “Ja Wam pokażę!”, “Wszystko będzie inaczej”, “A wiesz czemu, bo zmiany zaczniesz już od 1 stycznia”, “Masz całe 365 dni”, “Nie ma co patrzeć w przeszłość, trzeba się skupić na przyszłości”. I tak, co roku…
Może nie będę odkrywcza, ale ja wiem dlaczego rok w rok robimy to samo. By poczuć szczęście. Chcemy najzwyczajniej w świecie być szczęśliwe, a nie ma lepszej okazji na “nowe szczęśliwsze życie” niż tzw. zaczynanie od zera, zaczynanie od nowego roku. I tak siedzimy za biurkiem w pracy lub przy kuchennym stole, mamy przed sobą kubek pysznej herbaty czy kawy i nowiutki, czyściutki kalendarz. I obiecujemy sobie w tym roku dokonać tak wiele… Uszczęśliwię się za wszelką cenę. Zapiszę się na lekcję hiszpańskiego, O matko! Jaka ja będę szczęśliwa jak już się nauczę języka. Schudnę z Anną Lewandowską, Ewą Chodakowską i nawet samą Cindy Crawford. Jezu, jakie mnie ogarnie szczęście jak już schudnę. Albo wiem, zrobię generalny remont, nic tak nie uszczęśliwia jak zakup nowych mebli i wydanie połowy wypłaty na nowe dodatki do domu. Planujemy wszystko ze szczegółami i długopisem w ustach i nastrajamy się optymistycznie do nowych działań. Tym razem musi się udać… Ale czy na pewno?
Żeby było jasne, wcale a wcale nie ufam horoskopom, ale nie będę udawać, że ich w ogóle nie czytam. Dziś dla przykładu, w jednym z moich ulubionych miesięczników wyczytałam taki oto cytat Seneki przy moim znaku zodiaku: “Gdyby zmysłowość dawała szczęście to zwierzęta byłyby szczęśliwsze od ludzi, ale szczęście ludzkie mieszka w duszy, a nie w ciele”. I zaraz przypomniała mi się scena z filmu “Bogowie”, w którym Dr Zembala (Piotr Głowacki) tłumaczył żonie pacjenta, który miał mieć przeszczepione serce, że jej mąż po operacji będzie taki jak dawniej. Kobieta jednak upierała się, że miłość jest w sercu, a więc z innym sercem on jej kochać nie będzie.Szczęście to jednak sprawa duszy. Nic co fizyczne nie uczyni nas szczęśliwymi, dopóki nie rozprawimy się z tym w naszych głowach. I nasuwa mi się na myśl inny cytat: “Jeśli małe rzeczy nie będą Cię cieszyły, to i duże tym bardziej nie ucieszą”. Właśnie na poszukiwaniu szczęścia skupia się stosunkowo nowa dziedzina – psychologia pozytywna. We współczesnym świecie ludzie nie wykazują satysfakcji własnym życiem, każdy pragnie „czegoś więcej”. Zapomnieliśmy jak cieszyć się prostymi i zmysłowymi przyjemnościami, zatraciliśmy kontakt z własną naturą, z innymi ludźmi i z przyrodą. Skupiamy się na pracy, żyjemy w pośpiechu, w pogoni za sukcesem, a gdy już go osiągniemy nie potrafimy się nim cieszyć, bo w między czasie “ktoś” osiągnął “coś” więcej i poprzeczka automatycznie się podniosła. Według Seligmana, specjalisty w dziedzinie psychologii pozytywnej, w nadmiarze dóbr materialnych człowiek żyje „w nędzy duchowej” wciąż pragnąc życia pełniejszego, sensownego, wartościowego.W moje ręce wpadła ostatnio książka “Bóg nigdy nie mruga”. Przeczytałam kilka rozdziałów i odstawiłam na półkę. Powielone milion razy slogany i typowe dla poradników hasła nie zrobiły na mnie wrażenia. Bądźmy szczerzy od lat autorzy tego typu poradników starają się sterować naszym życiem, uczą nas co robić aby osiągnąć szczęście, a tymczasem wraz z końcem lektury kończy się nasz zapał. Ja mam na to zupełnie inny sposób, możecie go zastosować lub nie. Zaczynam od końca. To tak jak Ford, gdy okazało się, że większości amerykanów nie stać na jego samochody, postanowił dostosować ich cenę tak, aby każdy mógł sobie na auto pozwolić. Ale nie zaczął od cięcia kosztów produkcji. Zaczął od końca, obniżył cenę do minimum, a potem nakazał podwładnym pracować tak, aby wciąż się to opłacało. Ja też zaczynam od końca. Możecie to zrobić w dowolnym momencie życia, o dowolnej porze dnia i nocy, byle nie od poniedziałku… (bo wiemy jak to się skończy). Uświadomcie sobie, że już jesteście szczęśliwe. Tu i teraz. Weźcie sobie mój przykład. Patrzę na siebie z czułością, przede mną nowy dzień. Oglądałam wczoraj piękny film, kawałek czekolady rozpuszcza mi się w ustach, zrobiłam pyszną zupkę, kupiłam kwiaty na targu, rzuciłam 5 zł grajkowi przy metrze. Cieszy mnie wszystko. Uśmiech mojej siostrzenicy, jej małe rączki rzucające mi się na szyję. Kolorowe liście pod nogami na chodnikach, miękkie i delikatne płatki śniegu. Gorąca i aromatyczna kawa, kolorowy samochód przejeżdżający ulicą, śmieszne graffiti na murze, ostatnia strona przeczytanej powieści. Nowy balsam do ciała, który pachnie obłędnie, kasztan znaleziony w kieszeni płaszcza, ciepły szal w kratę, wiewiórka i sikorka, która przypomina budowane w dzieciństwie karmniki z dziadkiem. Wszystko daje mi szczęście, czasem nawet łzy szczęścia. Jestem tu i teraz, nie każdy może tu być, nie każdy ma AŻ TYLE szczęścia by wszystkiego doświadczać, by czuć, by móc oglądać. Dajmy sobie szansę dostrzec to czego na co dzień nie widzimy. Jeśli nadal tego nie widzisz, weź telefon lub aparat w niedzielę i fotografuj do woli. Idź na spacer i przyglądaj się wszystkiemu tak, jakbyś tego wcześniej nigdy nie widziała. Tej ławce, którą mijasz każdego dnia, a na której padło nie jedno “Kocham Cię” i “Przepraszam”, temu pieskowi sąsiada, który merda na ciebie ogonem, a którego zawsze ignorujesz. Drzewom, pajęczynie, twoim niewypastowanym butom, rękawiczkom z dziurką, uśmiechom domowników podczas serwowania deseru, ciasta, które dziś sama zrobiłaś. Zrób zdjęcia ukradkiem swoim najbliższym i wreszcie sobie. Na koniec dnia przerzuć je na komputer i zobacz, ile masz szczęścia, tylko daj sobie na nie przyzwolenie. Doceń to co masz, a czeka cię wiele więcej…
Beta-glukan to związek chemiczny należący do grupy polisacharydów, który jest składnikiem błonnika pokarmowego. Najczęściej otrzymywany jest z ziaren owsa, grzybów, niektórych bakterii i drożdży, głównie Saccharomyces cerevisiae.
Główne działanie beta-glukanu dotyczy jego wpływu na układ odpornościowy. Substancja ta jest bezpiecznie stosowana również doustnie jako suplement diety. Immunomodulujące właściwości beta-glukanu udowodniono w licznych światowych ośrodkach badawczych. Glukan zwiększa aktywność i liczbę komórek układu odpornościowego, co chroni organizm przed niekorzystnymi mikroorganizmami.
Beta-glukan jest też cenionym składnikiem w kosmetologii. Z wiekiem, w wyniku działania czynników środowiska zewnętrznego, a w szczególności promieniowania UV skóra traci swoje zdolności obronne przed zanieczyszczeniami i mikroorganizmami. Naturalny system obronny skóry zostaje osłabiony powodując wzrost jej wrażliwości. Poprzez miejscową aplikację beta-glukanu następuje pobudzenie naturalnego systemu obronnego skóry i redukcja jej wrażliwości.
W kosmetykach do pielęgnacji twarzy i ciała najczęściej używane są dwa rodzaje glukanów: beta-glucan i sodium carboxymethyl betaglucan (nazwa INCI).
Dzięki zastosowaniu beta-glukanu na skórę, jej zdolność do samoregeneracji zostaje zwiększona w wyniku czego staje się ona bardziej zdrowa, młodsza i zregenerowana.
Jego unikalne własności typu:
łagodzenie podrażnień,
rewitalizacja aktywności systemu obronnego skóry,
stymulacja odnowy kolagenu,
wzmacnianie naturalnego procesu odnowy zniszczonej skóry,
poprawa nawilżenia suchej skóry,
uelastycznienie i napinanie skóry starzejącej się,
niwelacja szkodliwego działania promieniowania UV,
sprawiają, że pojawia się najczęściej w produktach kosmetycznych dedykowanych do pielęgnacji przeciwsłonecznej, w terapiach skóry wrażliwej i atopowej, skłonnej do zapaleń i czy w silnych kuracjach anti-aging. Jego wszechstronne działanie zostało wykorzystane w kosmetykach z linii female 35+ i Energy Look.