Pielęgnacja skóry przynosi dobre rezultaty, jeśli ustalimy odpowiedni system, który stanie się naszym nawykiem. Dobre nawyki sprawią, że każdego dnia będziemy czuć się po prostu piękniejsze i zadbane.
Skóra jest jednym z największych organów w naszym ciele. Ma konkretne zadania i funkcje do wypełnienia, ale posiada również swój indywidualny tryb pracy. W czasie snu mózg wypoczywa, wszystkie narządy wewnętrzne zwalniają tempo, serce bije wolniej. Ale nie skóra – ta pracuje na pełnych obrotach! Nocą jest ona najlepiej ukrwiona – wtedy też stosunkowo najłatwiej pozbywa się toksyn i najszybciej wchłania składniki odżywcze z kosmetyków. Komórki dzielą się szybciej, szkody i ubytki, których skóra doznała w ciągu dnia, są naprawiane, neutralizują się wolne rodniki, odbudowuje się też warstwa lipidowa naskórka. Nad ranem nasza skóra odnawia się i regeneruje (lecz pamiętajmy, że czym jesteśmy starsze, tym procesy regeneracyjne zachodzą wolniej, a ich efekty nie są tak spektakularne).
Co powinien zawierać dobry krem na noc?
W związku z powyższym skład kremu nocnego powinien różnić się od tego, którego używamy na dzień. Nie powinny znajdować się w nim składniki niepotrzebnie obciążające skórę, takie jak filtry przeciwsłoneczne, składniki hamujące wydzielanie sebum itp. Krem na noc nie musi zwierać również substancji rozświetlających czy napinających skórę, ponieważ takich efektów oczekujemy raczej w ciągu dnia.
W pielęgnacji nocnej doskonale sprawdza się prowitamina A – czyli retinol odpowiedzialny za regenerację naskórka, lub witamina C, najczęściej łączona z witaminą E. Wspólnie składniki te neutralizują wolne rodniki, pobudzają produkcję kolagenu i elastyny, poprawiają nawilżenie naskórka. Doskonałym rozwiązaniem w „nocnym” kremie będą również kwasy, które skutecznie będą złuszczać naskórek odsłaniając tym samym , jędrne komórki. Bardzo ważnymi składnikami są peptydy, czyli aminokwasy,ponieważ stanowią one budulec komórek, zaś ich niedobór wiąże się z procesami starzenia się skóry.
Czy zastanawialiście się, dlaczego konsystencja nocnych kremów jest zazwyczaj bogatsza? Nocna regeneracja skóry to wielogodzinny proces, tzw. „cięższe” kremy pozostają dłużej w skórze i dzięki temu mogą powoli docierać do jej odpowiednich struktur, aby celować w sedno problemów. Bogatą konsystencję zawdzięczają zazwyczaj różnego rodzaju masłom, olejom i składnikom ceramidowym, które mają bardzo duże znaczenie dla naszej skóry. Odpowiadają one bowiem za odbudowę płaszcza hydrolipidowego, a to głównie on zapewnia naszej skórze odpowiednią ochronę.
Skład kremów na noc trzeba oczywiście dobrać odpowiednio do potrzeb skóry w danym wieku: niektóre z nas bardziej potrzebują wsparcia w procesach regeneracji, inne – łagodzenia podrażnień powstałych za dnia. Niektóre kremy, największy nacisk kładą na regenerację naskórka, stymulację produkcji kolagenu i ujędrnienie. Takie działanie jest zbawienne dla każdego typu cery.
Jak stosujemy krem na noc?
Najważniejsze – najpierw należy dobrze oczyścić skórę odpowiednim preparatem oraz zawsze pamiętać o toniku. Pozostawienie zanieczyszczeń na twarzy będzie skutkowało rozwojem stanów zapalnych i podrażnień.Następnym krokiem jest aplikacja kremu. Niewielką ilość (ziarnko grochu) delikatnie rozprowadzamy opuszkami palców na twarzy i szyi. Należy pamiętać, że krem do twarzy nie do końca sprawdza się przy pielęgnacji okolicy oczu, dlatego też należy ją ominąć. Kolejnym krokiem powinien być masaż. Delikatnie wygładź linie wzdłuż punktów zamieszczonych na zdjęciu, następnie rozetrzyj, wykonując delikatne kółeczka i na zakończenie znów wygładź. W ten sposób poprawimy cyrkulację krwi i tym samym penetrację składników aktywnych.
Parę słów o pielęgnacji w ciągu dnia.
Skoro przyjrzeliśmy się już kremom na noc, zastanówmy się teraz, co powinien zawierać krem na dzień? Należy wybrać taki, który jest bogaty w witaminy, substancje odżywcze i regenerujące. W ciągu dnia rola skóry sprowadza się głównie do biernej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi oraz regulacji poziomu nawilżenia. Dlatego odpowiedni krem chroni naszą skórę przed zanieczyszczeniami, które lubią gromadzić się na twarzy w ciągu dnia: przed smogiem, powietrzem, pyłkami oraz bakteriami, które pozostawiamy na twarzy, dotykając jej brudnymi rękami. Za dnia skóra potrzebuje dużo większej ochrony niż w nocy. Dlatego też zadbajmy o to, żeby nasze kremy na dzień zawierały filtry UVB i UVA, oraz wyspecjalizowane składniki np. karboksymetyloglukan, które poprawią system obronny naszej skóry a także substancje zwiększające ochronę przed czynnikami środowiskowymi.
Ponadto musimy pamiętać, że krem powinien być dostosowany przede wszystkim do potrzeb skóry, ponieważ nie zawsze nasza skóra starzeje się fizjologicznie. Producenci kosmetyków zazwyczaj umieszczają na opakowaniu oznaczenia wieku np. 30+ co sugeruje, iż pielęgnacja ta jest odpowiednia dla osób po 30 roku życia, ale przecież nasza skóra posiada indywidualne cechy starzenia się i nie powinnyśmy ich ujednolicać. Należy pamiętać, iż cera naczynkowa przede wszystkim powinna zaopatrzyć się w pielęgnację bogatą w wyciągi roślinne takie jak: kasztanowiec, arnika górska, pietruszka zwyczajna, ponieważ dla takiej cery najważniejsza jest ochrona i wzmocnienie naczyń. Cera trądzikowa powinna zwrócić uwagę na nawilżanie i ochronę, cera delikatna i wrażliwa na łagodzenie i odbudowę ochronnego płaszcza hydrolipidowego itd. Wszystkie te cery potrzebują innych składników a kremy dostosowane do wieku nie są tak urozmaicone.
Kremy dzienne zazwyczaj zawierają witaminę E, zwaną witaminą młodości. Zwalcza ona wolne rodniki i chroni skórę przed promieniowaniem UV. Bardzo ważną grupę składników stanową związki o właściwościach nawilżających i natłuszczających np. kwas hialuronowy, wyciągi owocowe, masło Shea, woski, które chronią cerę przed utratą wilgoci, ale również zapewniają zimą ochronę przed mrozem. W kremie na dzień powinniśmy dodatkowo szukać różnych form witamin C będących silnymi antyutleniaczami. Bardzo często możemy usłyszeć opinię, iż ta witamina w dni słoneczne może być fotowrażliwa i przyczyniać się do powstania przebarwień, tymczasem przy zastosowaniu odpowiedniej pochodnej np. Tetraizopalmitynianu Askorbylu oraz połączeniu jej ze składnikami chroniącymi przed UV stanowią doskonałą prewencją przed tego typu niechcianymi plamkami na skórze. Wspomniana pochodna witaminy C to obecnie najskuteczniejsza forma, która dzięki swym cechom fizykalnym doskonale przenika w głąb skóry, dzięki czemu może skutecznie rozjaśniać przebarwienia, odmładzać i zmniejszać kruchliwość naczyń.
Konsystencja kremu na dzień zazwyczaj jest lżejsza, ponieważ powinien on błyskawicznie się wchłonąć, przynieść komfort skórze, ale zapewnić też trwałość makijażu.
Niezależnie od tego czy wybieramy wyspecjalizowaną pielęgnację na noc czy na dzień, a może sięgamy po kremy uniwersalne dzienno-nocne jeden czynnik jest niezmiennie najważniejszy – systematyczność.
Nasza młodość, nieskazitelność skóry jest sumą składającą się z drobnych czynności – rytuałów, wykonywanych każdego dnia. Odpowiednie dobranie pielęgnacji oraz poprawne jej stosowanie może przynieść pożądane efekty.
Czy tylko ja mam wrażenie, że co roku przy okazji Sylwestra i mniej lub bardziej szampańskiej zabawy obiecujemy sobie zmiany na lepsze? Już chyba rytualnie prowadzimy te wewnętrzne monologi typu: “Ten rok może nie był najlepszy, ale następny…”, “Ja Wam pokażę!”, “Wszystko będzie inaczej”, “A wiesz czemu, bo zmiany zaczniesz już od 1 stycznia”, “Masz całe 365 dni”, “Nie ma co patrzeć w przeszłość, trzeba się skupić na przyszłości”. I tak, co roku…
Może nie będę odkrywcza, ale ja wiem dlaczego rok w rok robimy to samo. By poczuć szczęście. Chcemy najzwyczajniej w świecie być szczęśliwe, a nie ma lepszej okazji na “nowe szczęśliwsze życie” niż tzw. zaczynanie od zera, zaczynanie od nowego roku. I tak siedzimy za biurkiem w pracy lub przy kuchennym stole, mamy przed sobą kubek pysznej herbaty czy kawy i nowiutki, czyściutki kalendarz. I obiecujemy sobie w tym roku dokonać tak wiele… Uszczęśliwię się za wszelką cenę. Zapiszę się na lekcję hiszpańskiego, O matko! Jaka ja będę szczęśliwa jak już się nauczę języka. Schudnę z Anną Lewandowską, Ewą Chodakowską i nawet samą Cindy Crawford. Jezu, jakie mnie ogarnie szczęście jak już schudnę. Albo wiem, zrobię generalny remont, nic tak nie uszczęśliwia jak zakup nowych mebli i wydanie połowy wypłaty na nowe dodatki do domu. Planujemy wszystko ze szczegółami i długopisem w ustach i nastrajamy się optymistycznie do nowych działań. Tym razem musi się udać… Ale czy na pewno?
Żeby było jasne, wcale a wcale nie ufam horoskopom, ale nie będę udawać, że ich w ogóle nie czytam. Dziś dla przykładu, w jednym z moich ulubionych miesięczników wyczytałam taki oto cytat Seneki przy moim znaku zodiaku: “Gdyby zmysłowość dawała szczęście to zwierzęta byłyby szczęśliwsze od ludzi, ale szczęście ludzkie mieszka w duszy, a nie w ciele”. I zaraz przypomniała mi się scena z filmu “Bogowie”, w którym Dr Zembala (Piotr Głowacki) tłumaczył żonie pacjenta, który miał mieć przeszczepione serce, że jej mąż po operacji będzie taki jak dawniej. Kobieta jednak upierała się, że miłość jest w sercu, a więc z innym sercem on jej kochać nie będzie.Szczęście to jednak sprawa duszy. Nic co fizyczne nie uczyni nas szczęśliwymi, dopóki nie rozprawimy się z tym w naszych głowach. I nasuwa mi się na myśl inny cytat: “Jeśli małe rzeczy nie będą Cię cieszyły, to i duże tym bardziej nie ucieszą”. Właśnie na poszukiwaniu szczęścia skupia się stosunkowo nowa dziedzina – psychologia pozytywna. We współczesnym świecie ludzie nie wykazują satysfakcji własnym życiem, każdy pragnie „czegoś więcej”. Zapomnieliśmy jak cieszyć się prostymi i zmysłowymi przyjemnościami, zatraciliśmy kontakt z własną naturą, z innymi ludźmi i z przyrodą. Skupiamy się na pracy, żyjemy w pośpiechu, w pogoni za sukcesem, a gdy już go osiągniemy nie potrafimy się nim cieszyć, bo w między czasie “ktoś” osiągnął “coś” więcej i poprzeczka automatycznie się podniosła. Według Seligmana, specjalisty w dziedzinie psychologii pozytywnej, w nadmiarze dóbr materialnych człowiek żyje „w nędzy duchowej” wciąż pragnąc życia pełniejszego, sensownego, wartościowego.W moje ręce wpadła ostatnio książka “Bóg nigdy nie mruga”. Przeczytałam kilka rozdziałów i odstawiłam na półkę. Powielone milion razy slogany i typowe dla poradników hasła nie zrobiły na mnie wrażenia. Bądźmy szczerzy od lat autorzy tego typu poradników starają się sterować naszym życiem, uczą nas co robić aby osiągnąć szczęście, a tymczasem wraz z końcem lektury kończy się nasz zapał. Ja mam na to zupełnie inny sposób, możecie go zastosować lub nie. Zaczynam od końca. To tak jak Ford, gdy okazało się, że większości amerykanów nie stać na jego samochody, postanowił dostosować ich cenę tak, aby każdy mógł sobie na auto pozwolić. Ale nie zaczął od cięcia kosztów produkcji. Zaczął od końca, obniżył cenę do minimum, a potem nakazał podwładnym pracować tak, aby wciąż się to opłacało. Ja też zaczynam od końca. Możecie to zrobić w dowolnym momencie życia, o dowolnej porze dnia i nocy, byle nie od poniedziałku… (bo wiemy jak to się skończy). Uświadomcie sobie, że już jesteście szczęśliwe. Tu i teraz. Weźcie sobie mój przykład. Patrzę na siebie z czułością, przede mną nowy dzień. Oglądałam wczoraj piękny film, kawałek czekolady rozpuszcza mi się w ustach, zrobiłam pyszną zupkę, kupiłam kwiaty na targu, rzuciłam 5 zł grajkowi przy metrze. Cieszy mnie wszystko. Uśmiech mojej siostrzenicy, jej małe rączki rzucające mi się na szyję. Kolorowe liście pod nogami na chodnikach, miękkie i delikatne płatki śniegu. Gorąca i aromatyczna kawa, kolorowy samochód przejeżdżający ulicą, śmieszne graffiti na murze, ostatnia strona przeczytanej powieści. Nowy balsam do ciała, który pachnie obłędnie, kasztan znaleziony w kieszeni płaszcza, ciepły szal w kratę, wiewiórka i sikorka, która przypomina budowane w dzieciństwie karmniki z dziadkiem. Wszystko daje mi szczęście, czasem nawet łzy szczęścia. Jestem tu i teraz, nie każdy może tu być, nie każdy ma AŻ TYLE szczęścia by wszystkiego doświadczać, by czuć, by móc oglądać. Dajmy sobie szansę dostrzec to czego na co dzień nie widzimy. Jeśli nadal tego nie widzisz, weź telefon lub aparat w niedzielę i fotografuj do woli. Idź na spacer i przyglądaj się wszystkiemu tak, jakbyś tego wcześniej nigdy nie widziała. Tej ławce, którą mijasz każdego dnia, a na której padło nie jedno “Kocham Cię” i “Przepraszam”, temu pieskowi sąsiada, który merda na ciebie ogonem, a którego zawsze ignorujesz. Drzewom, pajęczynie, twoim niewypastowanym butom, rękawiczkom z dziurką, uśmiechom domowników podczas serwowania deseru, ciasta, które dziś sama zrobiłaś. Zrób zdjęcia ukradkiem swoim najbliższym i wreszcie sobie. Na koniec dnia przerzuć je na komputer i zobacz, ile masz szczęścia, tylko daj sobie na nie przyzwolenie. Doceń to co masz, a czeka cię wiele więcej…
Beta-glukan to związek chemiczny należący do grupy polisacharydów, który jest składnikiem błonnika pokarmowego. Najczęściej otrzymywany jest z ziaren owsa, grzybów, niektórych bakterii i drożdży, głównie Saccharomyces cerevisiae.
Główne działanie beta-glukanu dotyczy jego wpływu na układ odpornościowy. Substancja ta jest bezpiecznie stosowana również doustnie jako suplement diety. Immunomodulujące właściwości beta-glukanu udowodniono w licznych światowych ośrodkach badawczych. Glukan zwiększa aktywność i liczbę komórek układu odpornościowego, co chroni organizm przed niekorzystnymi mikroorganizmami.
Beta-glukan jest też cenionym składnikiem w kosmetologii. Z wiekiem, w wyniku działania czynników środowiska zewnętrznego, a w szczególności promieniowania UV skóra traci swoje zdolności obronne przed zanieczyszczeniami i mikroorganizmami. Naturalny system obronny skóry zostaje osłabiony powodując wzrost jej wrażliwości. Poprzez miejscową aplikację beta-glukanu następuje pobudzenie naturalnego systemu obronnego skóry i redukcja jej wrażliwości.
W kosmetykach do pielęgnacji twarzy i ciała najczęściej używane są dwa rodzaje glukanów: beta-glucan i sodium carboxymethyl betaglucan (nazwa INCI).
Dzięki zastosowaniu beta-glukanu na skórę, jej zdolność do samoregeneracji zostaje zwiększona w wyniku czego staje się ona bardziej zdrowa, młodsza i zregenerowana.
Jego unikalne własności typu:
łagodzenie podrażnień,
rewitalizacja aktywności systemu obronnego skóry,
stymulacja odnowy kolagenu,
wzmacnianie naturalnego procesu odnowy zniszczonej skóry,
poprawa nawilżenia suchej skóry,
uelastycznienie i napinanie skóry starzejącej się,
niwelacja szkodliwego działania promieniowania UV,
sprawiają, że pojawia się najczęściej w produktach kosmetycznych dedykowanych do pielęgnacji przeciwsłonecznej, w terapiach skóry wrażliwej i atopowej, skłonnej do zapaleń i czy w silnych kuracjach anti-aging. Jego wszechstronne działanie zostało wykorzystane w kosmetykach z linii female 35+ i Energy Look.
Będąc jakiś czas temu w odwiedzinach u siostry w Szczytnie zauważyłam na jej toaletce pewną tabliczkę. Była to czarna tabliczka (jak te ze szkoły) oprawiona w drewnianą ramkę z serduszkami. Do tej tabliczki, na sznurku przymocowany był kawałek białej kredy. Najistotniejsze jest jednak to, co napisała na niej moja siostra: „You are perfect”(jesteś idealna). Pomyślałam: Jak to idealna?! i postanonowiłam, że wyjaśnię tę sprawę raz na zawsze. Nikt nie jest idealny, a już na pewno nie moja siostra, z której aż kapią kompleksy jak z niewyciśniętego ręcznika. Nie ma ludzi idealnych i dzięki Bogu za ten fakt. Sama nie wiem czy lepiej wmawiać sobie i pisać kredą po tabliczkach, że jesteśmy 8 cudem świata, czy pokochać się pomimo swoich niedoskonałości.
Mój ukochany pisarz Leo Buscaglia używał metafory owoców. Wyobraź sobie, że jesteś gruszką (bynajmniej nie chodzi mi o kształt kobiecej figury, lecz banalnie o owoc). Ludzie wokół Ciebie to miłośnicy jabłek. Nie ważne czy chodzi o ludzi z pracy, czy przyjaciół, czy potencjalnego partnera. Robisz wszystko, aby stać się jabłkiem, a z tego wysiłku nawet zaczynasz się już czerwienić jak jabłko. Zrobisz wszystko, aby stać się lubianym jabłkiem. Prawda jest jednak taka, że obojętne ile pracy w to włożysz, zawsze będziesz jabłkiem drugiego gatunku. A przecież możesz być pierwszorzędną gruszką i otworzyć się na miłośników gruszek.
W jednej z moich starych książek Grocholi była pewna zagadka, pozwolę sobie przytoczyć:„Gdyby przyszła do Ciebie kobieta, która ma ośmioro dzieci, w tym trójkę głuchych, a dwójkę niewidomych, a jedno upośledzone psychicznie, i gdyby ta kobieta miała syfilis i była w ciąży to co byś jej doradziła?”. Kobieta postanowiła urodzić, a dzieckiem tym był Ludvig van Bethoven. Nobody’s perfect (nikt nie jest idealny)! Trzeba dążyć do ciągłego ulepszania się i rozwoju – ok, z tym się zgodzę, ale często mam wrażenie, że pracujemy głównie nad swoimi wadami zamiast dopracowywać zalety. Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś, że w życiu za bardzo skupiamy się na zbieraniu zwykłych kamyczków, przez co łatwo omijamy prawdziwe diamenty.
Z powodu niedawnej śmierci Robina Williamsa, postanowiłam obejrzeć po raz enty „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Jedna z początkowych scen porzedstawia, jak na pierwszej lekcji chłopcy wpatrują się w stare zdjęcia w gablotkach. Wsłuchują się w głosy tych, którzy już odeszli, a jedyny ich przekaz to„carpe diem, osiągnijcie coś, zróbcie coś ze swoim życiem”. Myślę sobie, że Robin Williams dzięki niezwykłemu talentowi aktorskiemu przedłużył swoje życie na wiele, wiele lat. Ile z nas ma przywilej, aby zostać zapamiętanym, aby zostać kimś? Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę„Gwiazd naszych wina”(w tym roku nakręcono jej ekranizację). Główny bohater wygłasza tam krótki monolog o tym, że martwi się, iż nie zostanie zapamiętany jako człowiek wielkiego czynu, że nie zdoła już zostać bohaterem (wszyscy główni bohaterowie tej książki chorują na raka). Obawia się, że potomni będą go wspominać jedynie jako tego, który walczył niezłomnie z chorobą. Hazel (główna bohaterka) odpowiada na to, że kiedyś w ogóle nikt nikogo nie będzie pamiętał, bo świat przestanie istnieć, nie będzie już ani zasług Kopernika, ani muzyki Mozarta, ani filmów z Robinem Williamsem. To wszystko kwestia czasu, dlatego warto pomyśleć nie tylko o tym kim chcemy być dla świata, ale przede wszystkim kim jesteśmy dla siebie i naszych bliskich.
Moja siostra (tak, ta sama od tabliczki) na moje urodziny w tym roku podarowała mi… tabliczkę. Na tej drewnianej tabliczce widniał wypisany na stałe napis, który brzmiał tak: „Twój dom może zastąpić Ci cały świat, ale cały świat nigdy nie zastąpi Ci domu – tu zawsze na Ciebie czekamy”. Jaki z tego wniosek? Nie starajmy się za wszelką cenę sprostać wymaganiom świata. Nie wypisujmy na tabliczkach czy lustrach tekstów z Cosmo – „You are perfect”, bo tak nie jest. I wiesz co? Właśnie to czyni Ciebie wyjątkową.
Wszyscy chcemy by nasza skóra była odpowiednio nawilżona, gładka i miękka. Za pomocą różnego rodzaju preparatów kosmetycznych staramy się poprawić jej wygląd, dlatego też stosujemy kremy na dzień i na noc, mleczka, lotiony, balsamy w celu zapewnienia skórze odpowiednich składników odżywczych.
Bez wątpienia najlepszą formą kosmetyku, która jest w stanie dostarczyć niezbędnych składników hydrofilowych (lubiących wodę) i lipofilowych (lubiących olej) a także chroni skórę przed wpływem czynników zewnętrznych jest emulsja wodno-tłuszczowa. Dlatego też większość formulacji do pielęgnacji twarzy i ciała występuje w postaci emulsji.
Czym tak naprawdę jest emulsja kosmetyczna? Z czego się składa i jakie właściwości sprawiają że nasza skóra jest bardziej nawilżona lub odpowiednio odżywiona i natłuszczona?
Z definicji emulsja kosmetyczna to układ heterogeniczny (niejednorodny) składający się z co najmniej dwóch niemieszających się faz-oleju i wody, z których jedna jest zdyspergowana w drugiej w postaci kropel.
Niestety układ ten jest termodynamicznie nietrwały, dlatego przy tworzeniu emulsji niezbędny jest trzeci składnik-emulgator, który obniża napięcie powierzchowne i umożliwia trwałe zdyspergowanie jednej cieczy w drugiej. W emulsji wyróżniamy fazę wewnętrzną (rozproszoną) i zewnętrzną (ciągłą, w której zawieszone są cząstki fazy zdyspergowanej).
W skład fazy olejowej wchodzą składniki o charakterze hydrofobowym: oleje roślinne, oleje syntetyczne, węglowodory parafinowe, silikony, alkohole tłuszczowe, estry kwasów tłuszczowych. Natomiast faza wodna zawiera składniki o charakterze hydrofilowym substancje nawilżające rozpuszczalne w wodzie np. gliceryna, glikol propylenowy, d-pantenol. Stosunek obu faz oraz rodzaj emulsji ma znaczący wpływ na działanie kosmetyku na skórę i uwalnianie zawartych w kremie substancji aktywnych. Hydrofilowo-lipofilowy charakter emulsji determinuje rozpuszczanie w niej substancji aktywnych o różnym powinowactwie.
W zależności od układu faz możemy sklasyfikować emulsje typu olej w wodzie (o/w) lub woda w oleju (w/o). Emulsje typu o/w mają lekkie konsystencje, szybko wchłaniają się i nie pozostawiają tłustej warstwy na skórze. Natomiast emulsje w/o mają cięższe konsystencje, silniejsze działanie okluzyjnie i po zastosowaniu pozostawiają grubszą warstwę filmu na skórze. Istnieją również emulsje wielokrotne tzw. emulsje w emulsji np. w/o/w lub o/w/o, które wyróżniają się dobrymi właściwości sensorycznymi i nawilżającymi.
Na powierzchni skóry znajduje się wodno-lipidowy płaszcz tłuszczowy, który ma za zadanie chronić skórę przed szkodliwym działaniem drobnoustrojów, zewnętrznymi czynnikami środowiska, a także ogranicza utratę wody. Stosując mydła alkaliczne, detergenty, środki powierzchniowo czynne za każdym razem wraz z zanieczyszczeniami skóry usuwamy również z jej powierzchni ochronny płaszcz lipidowy. Dlatego też niezbędna jest codzienna pielęgnacja i stosowanie odpowiednich kosmetyków gwarantujących uzupełnianie tłuszczów i substancji hydrofilowych na powierzchni naskórka.
Nierównomierny koloryt i problem pojawiających się na skórze przebarwień to jedno z najpoważniejszych wyzwań współczesnej kosmetologii. Szacuje się, że zmiany te występują u 30% osób po 30 roku życia i aż u 80-90% ludzi, którzy przekroczyli 50 lat. Dane te wskazują na wyraźną korelację między zaburzeniami barwnikowymi a starzeniem się komórek.
Jak ochronny parasol
Pigmentacja skóry wynika z obecności melaniny, która jest barwnikiem pełniącym funkcję ochronną w stosunku do jądra komórkowego i zawartego w nim materiału genetycznego. Wyróżnia się dwa rodzaje melaniny: żółto-czerwoną feomelaninę i brązowo-czarną eumelaninę. W skórze występują jednocześnie oba barwniki, jednak w różnej proporcji w zależności od rasy, płci, wieku i uwarunkowań genetycznych. Z uwagi na to, że feomelanina wykazuje właściwości fotouczulające ilościowy stosunek obu barwników decyduje nie tylko o kolorze skóry, ale również o osobniczej wrażliwości na promieniowanie UV. Melanina w skórze produkowana jest w melanocytach. Są to dendrytyczne komórki o dużej ilości wypustek zlokalizowane głównie w warstwie podstawnej, między występującymi tam keratynocytami. Standardowa ilość melanocytów waha się w granicach 1000-2000 kom./mm2, jednak pod wpływem różnych czynników może ulegać zmianom. Komórki warstwy podstawnej naskórka zorganizowane są w tzw. jednostki melaninowe, w których na jeden melanocyt przypada 36 keratynocytów. Na skutek oddziaływania różnych czynników, wśród których główną rolę pełni promieniowanie UV melanina zaczyna być produkowana i magazynowana w ziarnistościach zwanych melanosomami. Struktury te poprzez wypustki dendrytyczne są w kolejnym etapie transportowane do keratynocytów gdzie tworzą ochronny parasol dla jądra komórki. UVA prowadzi to tworzenia tzw. pigmentacji natychmiastowej, która powstaje na skutek przekazywania do sąsiadujących komórek wcześniej wytworzonej i zmagazynowanej melaniny. Działanie UVB jest odmienne i polega na indukowaniu produkcji nowej melaniny, która następnie przekazywana jest do keratynocytów. Zjawisko to jest bardziej odległe w czasie i prowadzi do powstawania tzw. opalenizny późnej. Niezależnie jednak od rodzaju promieniowania, każda pigmentacja skóry jest odpowiedzią na niekorzystne oddziaływanie czynników zewnętrznych i ma na celu ochronę kluczowych dla życia komórki struktur.
Melanina produkowana jest w procesie melanogenezy, która polega na enzymatycznych przemianach tyrozyny. Proces ten katalizuje metaloenzym zależny od jonów miedzi o nazwie tyrozynaza. Aktywacja tyrozynazy następuje na skutek utleniania grup sulfhydrylowych (SH) obecnych w naskórku. Zjawisko to jest regulowane na poziomie genetycznym i hormonalnym poprzez hormon stymulujący melanocyty (>α-MSH), jednak może być nasilana również przez metale (miedź, żelazo, srebro, złoto) , promieniowanie UV, szkodliwe substancje chemiczne czy na skutek przedłużającego się toczącego w skórze stanu zapalnego. W pierwszym etapie melanogenezy tyrozyna zostaje przekształcona do DOPA (3,4-dihydroksyfenyloalanina) a następnie do Dopachinonu. Od tego momentu proces powstawania barwnika przebiega w dwóch oddzielnych mechanizmach i prowadzi do powstawania eumelaniny lub feomelaniny.
Ale plama
Kiedy skóra wytwarza zbyt wiele melaniny na skutek szkodliwych czynników lub wraz z wiekiem dochodzi do powstawania miejscowych bądź uogólnionych hiperpigmentacji. Przebarwienia to zmiany pojawiające się na skórze na skutek zaburzeń obejmujących komórki barwnikowe. Mogą być one wynikiem zmian liczby melanocytów, nadmiernej biosyntezy melaniny lub dysregulacji transportu malanosomów. W zależności od umiejscowienia można je podzielić na: naskórkowe, skórne i mieszane. Przebarwienia naskórkowe to zmiany o zabarwieniu od jasnobeżowego do brązowego. Pojawiają się na skutek nadmiernej produkcji barwnika przez prawidłową ilość melanocytów (np. piegi), zwiększenie ilości komórek barwnikowych (np. plamy soczewicowate) lub zaburzeń ich morfologii. Przebarwienia skórne dotyczą lokalizacji barwnika w warstwie brodawkowej skóry właściwej i są następstwem uszkodzenia ciągłości błony podstawnej. Na skutek przewlekłego stanu zapalnego prowadzącego do destrukcji keratynocytów ziarna melaniny przedostają się do skóry właściwej i tam pozostają. Kolor tych przebarwień waha się od granatowego do czarnego. Określenie rodzaju hiperpigmentacji ze względu na miejsce występowania jest szczególnie istotne w celu doboru odpowiedniej terapii wybielającej. Jednym ze sposobów ich różnicowania jest wykorzystanie lampy Wooda, w świetle której przebarwienia naskórkowe charakteryzują się wyraźną fluorescencją, a skórne są praktycznie niewidoczne. W zależności od czynnika sprawczego plamy barwnikowe można podzielić na kilka typów. Należą do nich zmiany o podłożu genetycznym (piegi, plamy soczewicowate), hormonalnym (ostuda), na skutek przyjmowania niektórych leków (środki przeciwbólowe, przeciwdepresyjne, antybiotyki) oraz wtórne – spowodowane szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych (mechaniczne, cieplne, chemiczne, słoneczne, pozapalne). Szacuje się, że 60% przebarwień nabytych jest wynikiem działania na skórę promieniowania UV i światła widzialnego.
Na ratunek
Redukcja przebarwień jest procesem wymagającym czasu i zastosowania wielokierunkowej terapii. Powinna się ona opierać na wyeliminowaniu oddziaływania czynnika sprawczego, unikaniu ekspozycji na promieniowanie słoneczne oraz zastosowaniu związku rozjaśniającego. Szczególnie istotny wydaje się być tu etap ograniczenia oddziaływania promieniowania UV, gdyż jak dowodzą badania wpływ tego czynnika prowadzi do nasilania również zjawiska hiperpigmentacji o innej etiologii. W zależności od mechanizmu działania substancji rozjaśniających redukcja przebarwień jest ukierunkowana na degradację miejscowo nagromadzonej melaniny, hamowanie jej biosyntezy i wpływ na grubość warstwy rogowej. Najlepsze efekty depigmentacyjne przynosi terapia będąca skojarzeniem wszystkich wymienionych kierunków działania, a więc zawierająca bogaty skład substancji aktywnych. Jednymi z najbardziej popularnych i skutecznych związków wykorzystywanych w preparatach depigmentacyjnych są cząsteczki hamujące aktywność tyrozynazy (blokada produkcji tyrozynazy, hamowanie jej aktywacji lub zmniejszenie wpływu na komórki barwnikowe). Do głównych przedstawicieli tej grupy należą: hydrochinon, arbutyna, glabrydyna, kwas kojowy, kwas azelainowy, tretinoina. Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim kwas azelainowy, który charakteryzuje się wysoką selektywnoscią. Jego wpływ ogranicza się wyłącznie do nadmiernie aktywnych melanocytów bez oddziaływania na zdrowa skórę, co wyklucza ryzyko powstawania odbarwień. Produkcja melaniny odbywa się w środowisku zasadowym, dlatego swoje miejsce wśród substancji rozjaśniających przebarwienia znalazły też związki mające kwaśny charakter np. kwasy stosowane w zabiegach eksfoliacji i witamina C, która wykazuje również działanie ograniczające tzw. photoaging i eliminujące wolne rodniki. Istotnym elementem terapii rozjaśniającej przebarwienia powinno być również przyspieszenie obrotu skórnego. Keratynocyty z zawartością barwnika przechodzą w fizjologicznym procesie odnowy naskórka od jego warstwy podstawnej do stratum corneum gdzie ulegają złuszczeniu. Przyspieszenie tego procesu poprzez zastosowanie chemicznych (kwasy) lub mechanicznych eksfoliatorów znacznie wzmacnia efekty depigmentacji. Z jednej strony jest to wpływ prowadzący do usunięcia barwnika z drugiej ułatwiający penetrację innych substancji rozjaśniających przebarwienia.
Największą trudnością w usuwaniu przebarwień jest ich nawrotowy charakter. Szacuje się, że skuteczność odpowiednio dobranej mieszaniny eksfoliującej w zakresie działania depigmentacyjnego wynosi aż 95%. Jednak pod wpływem promieniowania UV w wielu przypadkach zmiany powracają. Podstawowym więc działaniem w profilaktyce i terapii tego zjawiska powinna być całoroczna fotoprotekcja eliminująca wpływ nie tylko słońca, ale również wszechobecnych w naszym życiu sztucznych promienników światła, jak np. żarówki.